Salieri jest znany głównie jako mniemany rywal Mozarta. Podobno ta rywalizacja to głównie kreacja literacka. Requiem nie należy do najsłynniejszych, ale na pewno w zestawieniu trzydziestu tego typu kompozycyj warte jest odnotowania.
Kategoria: REQUIEM
Jean Baptiste Lully – Requiem
Pierwsze w moim zestawieniu Requiem barokowe. Mrelodyjne, półkameralne, kwintesencja baroku.
Václav Jan Křtitel Tomášek – Requiem
Mało znane, ale dość ciekawe, bardzo melodyczne, późnoklasycystyczne Requiem prawie zapomnianego, przynajmniej u nas czeskiego kompozytora.
Hector Berlioz – Requiem
Ciekawe Requiem. Oparte przede wszystkim na istrumentach dętych. Do tego hipersymfoniczne – dopuszczające wykonania przez ekstremalnie duże orkiestry i chóry. Ja osobiście nie jestem fanem symfoniczności w muzyce, popieram raczej kameralistykę, ale mimo to, ten utwór mnie nie razi, wręcz przeciwnie, przypada mi do gustu.
Andrew Lloyd Webber – Requiem
Może niektórym czytelnikom i słuchaczom się zdawać, że ten utwór nie do końca pasuje do tej serii. Ja jednak uważam, że jest tu niezbędny. Dzięki Webberowi Requiem zaistniało w dwudziestowiecznej popkulturze i wydostało się z bańki muzyki klasycznej.
W ogóle uważam Webbera za kompozytora niezwykle istotnego – prawdziwego budowniczego mostów między różnymi muzycznymi światami.
Requiem Romana Maciejewskiego
Wspomniane przez profesora Zglińskiego, w cytowanym przeze mnie wcześniej wpisie. Pisane przez wiele lat, dla upamiętnienia ofiar II wojny światowej.
Requiem Józefa Kozłowskiego
Tu warto zacząć od zacytowania wpisu profesora Marcina Zglińskiego: Requiem Józefa Kozłowskiego jestem zafascynowany od lat. Napisane w Petersburgu w 1798 r. (siedem lat po Requiem Mozarta) na śmierć Stanisława Augusta Poniatowskiego, w nietypowej tonacji es-moll, jest w zasadzie arcydziełem. Nigdy nie słyszałem go na żywo, choć w Polsce sporadycznie było wykonywane, np. w 2018 r. w Białymstoku, chyba w 2005 r. w Krakowie. Jakieś 15 lat temu kupiłem płytę Miełodii z wykonaniem z końca lat 80., gdzie jednak mamy wersję późniejszą, przerobioną na warszawskie uroczystości pogrzebowe Aleksandra I w 1825 r. Ta wersja jest unowocześniona, przeinstrumentowana, już jakby z perspektywy Requiem c-moll Cherubiniego (myślałem kiedyś, że gong w Dies Irrae Cherubini wziął od Kozłowskiego, ale było odwrotnie – gongu nie ma w wersji pierwotnej). Tymczasem wspaniałe nowe nagranie powstało… w Singapurze. W 2018 r. Hans Sørensen, dyrektor Singapore Symphony Orchestra usłyszał nagranie Requiem (chyba to radzieckie) i się po prostu zakochał. Postanowił, że muszą to koniecznie wykonać. Ale okazało się, że żaden wydawca nie ma partytury. Z Petersburga sprowadzili więc sowieckie jeszcze wydanie, dotarli do wydania Breitkopfa i Härtla z 1806 r., a także do rękopisu partytury, który jest w Petersburgu. Do tego pozyskali autorską, roboczą transkrypcję Kozłowskiego na skrzypce i fortepiano, używaną dla prób ze śpiewakami i zawierającą wiele cennych wskazówek co do wykonania partii wokalnych. Na podstawie tego dyrygent Hans Graf stworzył partyturę najbliższą pierwotnej wersji z 1798 r., by dzieło mogło zabrzmieć tak, jak na pogrzebie nieszczęsnego Króla Stasia. Dzieło przewidziano do wykonania w sezonie 2020/21, dyrygować miał Aleksander Wiediernikow. Ale nastąpiła pandemia, koncerty odwołano, a Wiediernikow zmarł na covid. Dzieło wykonano więc dopiero w sezonie 2022/23, pod dyrekcją Grafa. Dokonano nagrania, dopiero co opublikowanego na płycie Pentatone. No cóż, orkiestra i chór z Singapuru, dyrygent austriacki, natomiast poza również austriackim basem soliści są rosyjscy. Całość brzmi pięknie. Nagrano to 7-8 kwietnia 2023 r. Myślę jednak, że czas najwyższy na polskie wykonania najlepszymi tu siłami, może na polskie płyty. Graf napisał piękny tekst do książeczki, gdzie niejako rewindykuje nam tego urodzonego w Warszawie Józefa (nie Osipa!) Kozłowskiego, podkreślając jego polskość, opisując sytuację polityczną tutaj w 2. połowie XVIII wieku, tłumacząc czym była rosyjska dominacja, swoisty kolonializm, rozbiory. Pisze, że „dzieło Kozłowskiego stanowiło nie tylko requiem dla króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, ale też dla jego narodu”. A także: „Trudno nie dopatrzyć się w tej muzyce obrazu polskiego narodu (który nie miał cieszyć się niepodległością przez następne 120 lat) poddającego się swemu Fatum”. Może dlatego na okładkę wybrano pozornie ahistoryczny w kontekście tej muzyki obraz – „Cztery struny skrzypiec” Edwarda Okunia. Bardzo to ujmujące. Więc my powinniśmy tę rewindykację przypieczętować, tym bardziej, że to jest bez wątpienia, obok „Polskiego Requiem” Pendereckiego (może jeszcze dzieła Maciejewskiego, ale tu pewności nie mam) najważniejsza msza żałobna w naszej literaturze muzycznej. Myślę, że wersję pierwotną, z 1798 r. mogłaby wspaniale wykonać {oh!} Orchestra, z Martyna Pastuszka , a tę bardziej symfoniczną z 1825 z pewnością pięknie by poprowadził lubiący reaktywować zapoznany repertuar maestro Łukasz Borowicz . Pewno też goszczący tu często zespół Vaclava Luksa zrobiłby to znakomicie.
Nagranie singapurskie:
I wersja zmodyfikowana:
Johannes Ockeghem – Requiem
Skoro napisałem w tegorocznym wprowadzeniu, że gatunek jest uprawiany od ponad 500 lat,to wypada zamieścić przynajmniej jeden utwór napisany przed 1500 rokiem. A więc oto najstarsze zachowane podpisane Requiem. Dotąd inspiruje kompozytorów, o czym jeszcze będę pisał.
Maurice Duruflé – REQUIEM
Miałem już w tym roku nie tworzyć wpisów poświęconych Mszom Żałobnym, ale żołnierze strzelają, Pan Bóg kule nosi. Trafiłem na absolutną perełkę i muszę się nią podzielić. Najbardziej liturgiczna ze wszystkich kompozycyj, jakie w tym cyklu dotąd przedstawiłem, a to za sprawą zastąpienia orkiestry organami. Choć to polifonia w stylu charakterystycznym dla XX wieku, to słychać w niej wyraźną inspirację chorałem gregoriańskim.
Polskie Requiem Krzysztofa Pendereckiego
To chyba najtrudniejszy w odbiorze utwór w mojej rekwialnej serii, w czym nie ma nic dziwnego, wszak powstał w czasach, gdy Penderecki komponował utwory trudne w odbiorze (potem złagodniał). Musiał się tu jednak znaleźć, gdyż ma ważne miejsce zarówno w światowej muzyce, jak i w polskiej historii.