Biskup Wacław Świerzawski na Uroczystość Świętej Rodziny roku A o dynamicznym rozwoju rodziny

Prawo dynamicznego rozwoju rodziny jest czymś niesłychanie istotnym i trzeba być tego głęboko świadomym. Lecz jak doprowadzić do postępu duchowego? Znowu: związek z Bogiem. Znowu: związek z Chrystusem. Znowu: związek z sakramentami. Nie wystarczy raz w roku z obowiązku pójść do spowiedzi i Komunii świętej. Nie wystarczy wypełnianie niedzielnego obowiązku „chodzenia do kościoła” — choć są ludzie, którzy nawet tego nie czynią. Trzeba robić to w sposób pełny, świadomy i bardzo odpowiedzialny. Są małżeństwa, które łatwo prze-chodzą przez wszelkie zagrożenia właśnie dzięki ternu, że w momencie kryzysu obydwoje — ojciec i matka, mąż i żona — razem z dziećmi idą do spowiedzi i do Komunii świętej — i „przepływają” przez ten okres konfliktowy. Usiądą później wspólnie przy stole i z miłością powiedzą: to trzeba zmienić, tamto trzeba zmienić, bo przecież budujemy nasz wspólny dom i realizujemy zamiar Boga, który nam dal zadanie życiowe — my to wszyscy razem tworzymy. I dorastające dzieci wychowują się przez to, że coraz bardziej uczestniczą w tym świadomym dążeniu ojca i matki do pełni.

Pan jest z nami, s. 56

Tytus Czyżewski – Kolenda

Ho la o la
pastyrze łode pola
du dy u dy
pastyrze łode budy
idźcie do stayenki
do świentéj Panienki
i Grzegórz karbowy
pisarz prowentowy

hu hu u hu
bieżajcie co duchu
ekonom kulawy
wstańcie wszyscy z ławy
i ty Józek spyrka
złaźże z tego wyrka
od miodu i strawy
ty Franek kaprawy
idźcie do stayenki
do świentey Panienki


ho la o la
pastyrze ze pola
weźcie dwa barany
móy Yanie kochany
miodu ze dwa dzbany
syrek pobiélany
cepy i siekiére
skrzypeczki i lirę
wilcy się zwiadują
u — a nawołują
barana porwali
w boru rozerwali

z krzywemi rogami
z czornemi kudłami
zebrali się chłopy
i przyszli do szopy
po śniegu po grudzie
dziwili się ludzie
przyśli do stayenki
do świentey Panienki

wół osioł chuchayą
głowami kiwają
przylecieli ptacy
cip cip cip cy a cy
pastyrze bekayą
na skrzypeczkach grayą
a Katjek na drumli
a – u Burek skumli
tiu – li u – li
nie bec przy matuli
i basista hu – hu
gładzi bas po brzuchu
stanęli w stayence
przy świentéy Panience

wchodzą trzej królowie
w koronach na głowie
ze garbatym wielbłondem
przyechali londem
i piéknie ubrani
złotem haftowani
znoszą wielkie dary
w szkatule talary
e mu e mu

gwarzą po swoyemu
li li li li i li
wszyscy się dziwili
a Dzieciątko kwili
pastyrze klękayą
cuda oglądayą
gwiazda zaświeciła
na niebie zatliła

nad szopą schyliła
u by u by mu by
poklękały buby
tiu li tiu li u li
uśniyże matuli
w słomianej stayence
przy świentey Panience
(1919)

Tytus Czyżewski – KOLENDA W OLBRZYMIEM MIEŚCIE

w olbrzymiem mieście biegną ludzie
w olbrzymiem mieście
w olbrzymiem mieście tańczą kwiaty
w olbrzymiem mieście
hej kolenda kolenda
w olbrzymiem mieście idzie wilja
w olbrzymiem mieście
w olbrzymiem mieście
śmieją się dzwony
w olbrzymiem mieście
hej kolenda kolenda
w olbrzymiem mieście
śmieją się dzieci
w olbrzymiem mieście
w olbrzymiem mieście niosą drzewka

w olbrzymiem mieście śledź polewka

w olbrzymiem mieście

w olbrzymiem mieście szczuta psami

sunie nędza zaułkami
w olbrzymiem mieście
w olbrzymiem mieście
hej kolenda kolenda
w olbrzymiem mieście za szybami

w olbrzymiem mieście
stoją drzeweczka z zabawkami

w olbrzymiem mieście
w olbrzymiem mieście za oknami
stoją łóżeczka z laleczkami
hej kolenda kolenda
w olbrzymiem mieście alejami
w olbrzymiem mieście
jadą saneczki z dzwoneczkami
hej kolenda kolenda
w olbrzymiem mieście po kościołach
w olbrzymiem mieście
śpiewają pieśni o aniołach
w olbrzymiem mieście
hej kolenda kolenda
w olbrzymiem mieście dla uciechy
w olbrzymiem mieście
hej kolenda kolenda
dmą organiści w dudomiechy
w olbrzymiem mieście posłuchajcie
hej kolenda kolenda
wszyscy do szopy pospieszajcie
hej kolenda kolenda
Marję z dzieciątkiem powitajcie
hej kolenda kolenda
pięknie zagrajcie zaśpiewajcie
hej kolenda kolenda
i Józefowi się kłaniajcie
w olbrzymiem mieście
(1922)

Visom leteć – chorwacka pieśń adwentowa

Adwent to czas radosnego oczekiwania. Nie zawsze jednak tę radość widać. Żeby więc było widać, prezentuję chorwacką pieśń adwentową, która tę radość niesie na dłoni.

1. Visom leteć ptice male

našem domu zapjevale:

srca gore, evo zore.

2. Kore one lijene ljude,

dozivlju ih, od sna bude:

srca gore, evo zore.

3. Grijehe svoje oplačimo,

dušu ljijepo očistimo:

srca gore, evo zore.

4. Kraj nek bude svakoj zloći,

Sin će Božji k nama doći:

srca gore, evo zore!

5. Već ga nosi mila Mati,

ona će ga nama dati:

srca gore, evo zore!

6. Zdravo, puna svih milina,

kličimo joj iz nizina:

srca gore, evo zore!

A tu w moim przekładzie

1. Małe ptaszę górą leci
gromko śpiewa naszej chacie
serca gorzą z jasną zorzą
2. Karci też leniwych ludzi,
doświadcza ich, ze snu budzi
serca gorzą z jasną zorzą
3. Grzechy nasze wyznawamy
pięknie duszę oczyszczamy
serca gorzą z jasną zorzą
4. Kres nastąpi wszego złego
Na przyjście Syna Bożego
serca gorzą z jasną zorzą
5. Matka Jego już go nosi,
nam go da, jak anioł głosi
serca gorzą z jasną zorzą
6. Witaj, pełna łaski wszelkiej
wołamy z głębiny wielkiej
serca gorzą z jasną zorzą

Wbrew pozorom pieśń ta ma głęboko mistyczny sens. Ptak i światło zorzy są symbolami duchowego oświecenia. Poniżej prezentuję wiersz księdza profesora Szymika, oddający tę samą ideę:

ZORZE I JASKÓŁKI

Jak kość w gardle
ten wieczór
Jak brzęk szkła
które przetnie, skrwawi, zamąci
ta muzyka
Jak sól w różowych ustach rany
te słowa
Jak wieczny odpoczynek
to milczenie


ufaj
mimo wszystko


żyj
próbuj
kochaj.

To jest możliwe
na przekór
logice i pamięci


spójrz:
nad twoją głową

zorze i jaskółki

Biskup husycki: Boże Narodzenie przypomina nam o świetle, które jest w nas

Duchowe dziedzictwo Bożego Narodzenia kryje się również w ciszy natury. „To tragedia naszego społeczeństwa, że ​​Adwent stał się szaleństwem zakupów, a nie czasem medytacji” – mówi biskup i proboszcz Czechosłowackiego Kościoła Husyckiego, Juraj Jordán Dovala.

Poświęca się duchowemu towarzyszeniu osobom cierpiącym na poważne choroby lub zmagającym się z problemami psychologicznymi, od kryzysów duchowych po stany lękowe. „To moja bardzo częsta praca poprzez osobiste rozmowy. Jednak w oba dni Bożego Narodzenia, w okresie świąt Bożego Narodzenia, staram się być przede wszystkim skupiony na rodzinie i nabożeństwach” – mówi duchowny, który jest również muzykiem i ceni głębię hard metalu. W wywiadzie dla Seznam Zprávami porusza również temat duchowego dziedzictwa, nowego koronawirusa i osoby, która straciła oddech.

Jak będzie wyglądał Twój 24 grudnia?

Zawsze świętuję Boże Narodzenie w bardzo spokojnym gronie rodzinnym. Rano udajemy się do Hodonína, żeby śpiewać kolędy, przestrzegamy też postu.

Czym jest ta tradycja porannego kolędowania?

Nasza sześcioosobowa rodzina – ja, żona i czwórka dzieci – zabierze ze sobą instrumenty muzyczne. Ja mam gitarę, żona flet, a dzieci grają na wiolonczeli, dwojgu skrzypiec i bębnie. Mamy już przygotowane dwie lub trzy kolędy i idziemy do przyjaciół, którzy od Adwentu regularnie pytają nas, czy przyjedziemy, i że na nas czekają. Zadzwonimy dzwonem, zaśpiewamy, udzielimy błogosławieństwa wszystkim członkom rodziny. Popijemy przez chwilę herbatę, a potem ruszymy dalej.

A co z postem?

Postny obiad jemy w postaci zupy z soczewicy i tzw. bobálky z makiem, coś w rodzaju bułeczek – to u nas na Słowacji taki zwyczaj. Poza tym nie jemy przez cały dzień, a po zachodzie słońca, kiedy zasiadamy do obfitej kolacji, jemy klasyczną rybę z sałatką.

Czy planujecie również mszę znaną jako pasterka?

Odprawiam nabożeństwo rano 25 grudnia, a kolejne dzień później. Tak zwana pasterka może się również odbyć o piątej po południu, siódmej lub dziesiątej, a czasami nawet godzinę przed północą, ponieważ zgodnie z tradycją Chrystus narodził się o północy z 24 na 25 grudnia.

Na niektórych zdjęciach widać Cię z gitarą i w szatach kapłańskich. Czy grasz na niej dla wiernych w Boże Narodzenie?

Tak, gram na nabożeństwach dość regularnie, również w Boże Narodzenie. Mam nawet alternatywne nabożeństwo bożonarodzeniowe i zawsze gram na gitarze.

Jaka jest różnica pomiędzy klasycznym nabożeństwem bożonarodzeniowym według tradycji Kościoła husyckiego a nabożeństwem alternatywnym?

Z jednej strony mamy oficjalną liturgię dr. Karela Farskiego, z której korzysta nasz kościół i która ma swoją własną ciągłość historyczną. Stworzyłem alternatywną liturgię w duchu starożytnej tradycji chrześcijańskiej. Do niektórych fragmentów dopisałem muzykę i gram je również na gitarze, a towarzyszy mi kolega grający na organach lub altówce.

Jak ja, jako laik, odczułbym różnicę?

Oficjalna liturgia bywa mniej zrozumiała i przystępna dla laika. Jest w niej dużo śpiewu, wymaga wiedzy, więc ludzie wiedzą, co odpowiedzieć, angażują się. I dlatego stworzyłem drugą, choć słowo „alternatywa” to tylko termin techniczny. To liturgia, którą mogę odprawiać z ludźmi, którzy nie muszą nawet nic wiedzieć o chrześcijaństwie, a mimo to dzięki jej prostocie pięknie się w nią angażują. Dzięki mantrycznym powtórzeniom śpiewu, wszystko dzieje się samo.

Czy husycka koncepcja obchodzenia Bożego Narodzenia różni się od katolickiej?

Postrzegamy Boże Narodzenie w ten sam sposób. Być może różnica polega na tym, że w naszym kościele kładziemy większy nacisk na ciszę Bożego Narodzenia, na pewien intymny poziom, na uwewnętrznienie. Dla mnie ważne jest, aby ludzie podążali mistyczną ścieżką. Nasze nabożeństwa nie są tak pompatyczne. Nie są tak mszalne jak w Kościele katolickim. Owszem, my również mamy charakter świąteczny, ale raczej na kontemplacyjnym poziomie świętowania narodzin Chrystusa, oczywiście śpiewamy kolędy.

Czy mógłbyś wyjaśnić duchowe znaczenie Bożego Narodzenia w dzisiejszym zabieganym świecie?

Znaczenie Bożego Narodzenia ma wiele poziomów. Najbardziej uderzające są cisza i światło. Kiedy w noc Bożego Narodzenia wychodzisz sam do lasu i postrzegasz naturę, odczuwasz niesamowitą więź z całym stworzeniem, świętą atmosferę, której nie da się wytłumaczyć. Wystarczy być, dostroić się do faktu, że jestem tu i teraz i odczuwam niesamowitą tajemnicę w całym stworzeniu. To jest cisza. Jednocześnie z tej ciszy emanuje światło. Kiedy się na nią otwieramy, odczuwamy ją bardzo wyraźnie.

Jako cywilizacja, wciąż podświadomie to postrzegamy, dlatego stworzyliśmy pewne substytuty. Budynki, drzewa, miasta są oświetlane podczas Adwentu, podczas gdy nasi przodkowie zapalali świece na wieńcach, oczekując nadejście światła, światła Chrystusa w naszych sercach. I wizualnie umieściliśmy to światło w przestrzeni kosmicznej, aby przypominało nam o świetle w nas.

Czyli nie musimy oglądać migających świateł tylko jako dekoracji?

Światła przypominają. Do dziś powtarzają: człowieku, jest w tobie światło Chrystusa, połącz się z nim. Zapomnieliśmy o jego istocie, że to światło jest już w nas. A Adwent symbolizuje zatrzymanie się, by je dostrzec. Ale nasze społeczeństwo zamieniło Adwent w szaleństwo zakupów. Ludzie kupują jeszcze więcej niż wcześniej. Światła witryn sklepowych i reklam oślepiają nas tak bardzo, że tracimy sens. Osoba, która chce zajrzeć głęboko, musi umieć odłączyć się od tego wszystkiego, aby odkryć tajemnicę Bożego Narodzenia w sobie.

Mówi Pan o powrocie światła, a okres Bożego Narodzenia wiąże się również z przedchrześcijańskimi obchodami przesilenia, z wieloma zwyczajami. Jak Pan postrzega ten aspekt świąt?

Uważam to za wciąż prawdziwe i autentyczne. Boże Narodzenie niegdyś obchodzono w dniu, który obecnie przypada w tzw. święto Trzech Króli, czyli Objawienie Pańskie, czyli 6 stycznia. Datę tę zmienił dopiero cesarz Konstantyn, głównie z powodów politycznych, aby uniemożliwić poganom świętowanie przesilenia zimowego, kiedy w późnym okresie starożytnego Cesarstwa Rzymskiego czczono boga słońca Mitrę. Jednak obchody w starożytnym Rzymie nie trwały jednego dnia, lecz kilka dni, a ponadto wiązały się z nieograniczonymi Saturnaliami.

Ale cesarz Konstantyn również miał swoich doradców duchowych. Dlatego postrzegam jego decyzję nie tylko jako polityczną, ale także duchową i prawdziwą. Starożytni chrześcijanie postrzegali widzialne, fizyczne słońce jako zmaterializowaną manifestację Chrystusa. I widzieli to prawdziwie, ponieważ tak jak Chrystus, słońce daje nam światło, ciepło i miłość.

To nie jest symboliczna paralela, lecz duchowa, wypływająca z istoty. Jeśli ktoś jest dla ciebie dobry, co czujesz w takiej osobie? Ciepło i światło w duszy, podświadomie czujemy się dobrze w jego towarzystwie. W ten sam sposób słońce daje całemu światu światło i ciepło. To są atrybuty miłości. Duchowo Chrystus daje to samo. Światło przesilenia, które nadchodzi dziś po południu o godzinie piątej, to Chrystus, który się rodzi (wywiad został napisany 21 grudnia, red.). Wystarczy się na nie otworzyć i je dostrzec.

Czy zatem możemy dążyć do tego poprzez ciszę w czasie Adwentu?

Dla mnie cały okres sakralny rozpoczyna się w dniu świętego Marcina – 11 listopada. W tym okresie, który jest preludium do Adwentu, zaczynam odczuwać ruch mocy natury w ziemi. To dla mnie sygnał, że powinienem bardziej zagłębić się w głąb siebie, w duszę, ponieważ my, ludzie, jesteśmy częścią natury. W Adwencie ziemia zamarza, przynajmniej w niedawnej przeszłości, i w ten sposób wchodzi w stan medytacji. Drzewa i krzewy tracą liście, zioła zdają się zwiędnąć, ale wciąż żyją. A wiosną wszystko się wyjaśni.

Czy natura może nas inspirować?

Tak, to wyzwanie – chodźcie. Tragedią naszego społeczeństwa jest to, że Adwent stał się szaleństwem zakupów, a nie czasem medytacji. Kiedy jesteśmy w harmonii z naturą, może ona automatycznie wprowadzić nas w medytację w świetle, w ciszy, w byciu. A moc adwentowych medytacji jest niezrównana, ponieważ to czas, w którym światło Chrystusa rodzi się wielokrotnie.

Co masz na myśli?

Chrystus narodził się fizycznie dwa tysiące lat temu, ale duchowo rodzi się nieustannie, to proces zachodzący we wszechświecie. To nie bajka starych babć, to prawdziwa moc Chrystusa, która wkracza na duchowy plan Ziemi i rodzi się w nas. My, ludzie, jesteśmy częścią Ziemi. Otwieramy się więc nie tylko w czasie przesilenia, ale od dnia św. Marcina aż do końca świąt Bożego Narodzenia. To wspaniały, błogosławiony okres, a czas narodzin Chrystusa wpisuje się w niego niczym układanka.

To znaczy, aż do święta Trzech Króli.

W tradycji chrześcijańskiej do pierwszej niedzieli po Objawieniu Pańskim, która kończy okres Bożego Narodzenia. Wtedy zdejmuje się ozdoby i choinkę w kościele, a kolędy milkną. W końcu ta nazwa jest ludowa, folklorystyczna. Oficjalna nazwa to Objawienie Pańskie. Chrystus ukazał się światu w tym dniu. I przybyli mędrcy, aby oddać mu pokłon, nie byli królami. Oryginalny grecki tekst biblijny używa słowa „magoi”, czyli dosłownie magowie – byli to perscy hermetycy, duchowo oświeceni ludzie. W rzeczywistości nie wiemy nawet, czy było ich trzech, wiemy tylko, że przynieśli trzy dary. Na tej podstawie ustala się ich liczbę. Być może było ich pięciu…

Kiedyś byłeś katolikiem. Jak zostałeś husytą?

Dorastałem w rodzinie katolickiej, ale katolicy nie chcieli, żebym studiował teologię. To byłaby dłuższa historia. Chciałem studiować teologię i miałem z tym pewne problemy. Ostatecznie studiowałem teologię prawosławną, a potem przeszedłem do Kościoła husyckiego, który jest bardzo otwarty, ekumeniczny i liberalny. Cieszę się, że postrzega siebie jako wspólnotę ludzi niedoskonałych, przeciętnych, z własnymi błędami, a nie elitę, która powinna być wzorem do naśladowania dla innych.

Jesteśmy zwykłymi, grzesznymi pielgrzymami podążającymi za Chrystusem. I to mi się podoba. Bliska jest mi tradycja chrześcijańskiego mistycyzmu i tak zwanych ojców pustyni, modlitwa wewnętrzna… Dostrzegam bogactwo tej drogi połączenia ze sferą ducha, żywej relacji z Bogiem tu i teraz, doświadczania Jego obecności, gdziekolwiek jesteśmy. Dlatego przekazuję ją innym, aby mogli być spełnieni, szczęśliwi i rozwijać swoje człowieczeństwo i duchowy potencjał.

Spotkałem się z Tobą w biurze w Brnie, ale pracujesz również w Hodonínie, gdzie mieszkasz. Jak dzielisz swoją posługę biskupa i proboszcza?

Tak, pełnię dwie funkcje. Jestem proboszczem parafii Hodonín i biskupem Brna, więc dzielę swoją uwagę między te dwa miejsca. Mam parafię w Hodonínie i biskupstwo dla regionu Moraw Południowych w Brnie. Mieszkam tu w Brnie około dwa dni w tygodniu, poza tym załatwiam sprawy telefonicznie lub mailowo. Mam też wspaniałych współpracowników w biurze, którzy zapewniają niezbędne rzeczy, przygotowują spotkania i dokumenty do podpisania. Lubię te przestrzenie z dużym, rzadkim, drewnianym krzyżem na ścianie z ukrzyżowanym Chrystusem. W Hodonínie poświęcam się parafii i towarzyszeniu ludziom w innym rodzaju spotkań.

Niedawno chorowałeś na COVID-19. Jak patrzysz na choroby z perspektywy osoby, która nie kieruje się wyłącznie materialnym światopoglądem?

Zawsze postrzegam choroby z ich wewnętrznej istoty. Staram się dostrzec za nimi symbolikę, morfologię i duchowe dziedzictwo, które nam niosą. Nasze ciało odzwierciedla to, co odbija się w naszej duszy. Taka jest zasada – jak w niebie, tak i na ziemi. Jak na górze, tak i na dole. To, co jest w nas somatyzowane, najpierw rezonowało i przenikało nasz umysł i duszę. Jeśli nadejdzie coś tak wielkiego jak pandemia koronawirusa, postrzegam, że cała ludzkość jest chora.

Co masz na myśli?

Koronawirus wpłynął na układ odpornościowy na całym świecie. Natura i siła wyższa, Bóg, który stoi za naturą, mówią nam: człowieku, przestań plądrować świat, nieograniczona i chciwa postawa nie może tak trwać. Ale jeśli nie potrafisz się powstrzymać, ja cię powstrzymam.

Teraz do mnie dociera – człowieku, zaraz stracisz oddech.

W niedzielę wygłosiłem w Hodonínie wykład bezpośrednio o Covidzie i ziołach leczniczych na wirusa SARS-cov2, który następnie wywołuje chorobę Covid-19. Mówiłem o duchowych przesłaniach, jakie niesie nam ten koronawirus. Pierwsze z nich to zatrzymanie się, rozpoczęcie życia ekologicznego i ze świętym szacunkiem dla natury. Drugie to umiejętność życia w czujności i bycia tu i teraz, życia zmysłami. W przeciwnym razie nie żyjemy, a jedynie przetrwamy. Covid ograniczył naszą łączność ze światem i zadał cios w tym kierunku. Trzeci poziom to wspomniany oddech, dokładnie to, o czym wspomniałeś.

Czy możesz to rozwinąć?

Covid ograniczył nas wszystkich w kwestii oddychania, zakładając maski na usta i nosy. Zaczęliśmy bać się własnego oddechu lub tego, że inni dotkną nas swoim oddechem. Niestety, ludzie umierają z powodu Covidu, najczęściej z powodu problemów z oddychaniem i niewydolności płuc. Jednak osoby, które praktykują ćwiczenia oddechowe i medytacje oddechowe, są o wiele bardziej odporne. To jak pamiątka i przypomnienie, aby postrzegać swój oddech, doceniać go, dziękować mu i nawiązać kontakt z Bogiem i byciem w swoim oddechu.

Wiecie, dopiero gdy coś stracimy, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że to było wspaniałe. Dopóki widzimy wszystko oczami, bierzemy to za pewnik i nie zwracamy na to uwagi. Ale gdyby ktoś odebrał nam wzrok, zdalibyśmy sobie sprawę, jaki dar otrzymaliśmy. Po jego odzyskaniu bardziej docenilibyśmy to, że możemy widzieć piękno świata i wszechświata. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że dzięki koronawirusowi wiele osób zaczyna dostrzegać swój oddech i go doceniać. Możemy wdychać z wdzięcznością i miłością w sercu, a także wydychać miłość i wdzięczność. Możemy szerzyć błogosławieństwa na cały świat swoim oddechem.

Jakie wyobrażenie o Chrystusie przekazałbyś w czasie świąt Bożego Narodzenia?

Zdecydowanie skojarzyłbym Boże Narodzenie z myślą, którą powiedział swoim uczniom: „Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem”. Miłość Chrystusa była bezwarunkowa, uniwersalna, absolutna i wszechogarniająca. Była to miłość bez granic, która akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy. A zatem nic w sensie: „Będę cię kochał, kiedy zrobisz to i tamto”, ani: „Tylko wtedy, gdy sprawisz mi radość, zdobywając dobre oceny”, jak często mówią rodzice swoim dzieciom. Musimy dawać miłość, która nie stawia warunków: „Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem”.

https://www.seznamzpravy.cz/clanek/magazin-zivotni-styl-husitsky-biskup-vanoce-pripominaji-svetlo-v-nas-184151

Richard Pachman, Dita Hořínková – Koncerty adwentowe

W pierwszą niedzielę tegorocznego adwentu miałem okazję wysłuchać na Górnym Rynku w Ołomuńcu koncertu adwentowego Richarda Pachmana i Dity Hořínkovej. Koncert ten mnie zachwycił. Niestety nagrania. które zrobiłem komórką nie nadają się do prezentacji ze względu na słabą jakość dźwięku. Dlatego wrzucam tu dwa starsze nagrania z kanału Richarda Pachmana. Niestety, choć też piękne, nie oddają one całego piękna tegorocznego koncertu . Nie ma na nich najnowszych utworów.

Richard Pachman jest ciekawym twórcą plastycznym, muzycznym, literackim i teatralnym, zwracającym szczególną uwagę na duchowy wymiar kultury. Jego twórczość jest wybitnie chrześcijańska, a jeśli chodzi o konkretny nurt, to sytuuje się w szeroko rozumianym spectrum husytyzmu. Można w niej odnaleźć liczne odwołania do Husa i Komeńskiego. Bogate sięganie do tekstów łacińskich wskazuje z kolei na szerokie otwarcie również na katolicyzm.

Jest drabina do nieba

Jest drabina do nieba
Jest drabina do nieba
Jest drabina do nieba
Każdemu nią iść trzeba

Przy drabinie stoi krzyż
Przy drabinie stoi krzyż
Przy drabinie stoi krzyż
Każdy z nas go musi nieść

Sam Pan Jezus go nosił
Sam Pan Jezus go nosił
Sam Pan Jezus go nosił
Jak po tym świecie chodził

Miał koronę cierniową
Miał koronę cierniową
Miał koronę cierniową
Na przenajświętszej głowie

Żydzi mu ją wtłoczyli
Żydzi mu ją wtłoczyli
Żydzi mu ją wtłoczyli
Tysiąc ran uczynili

Krew się lała z ran Jego
Krew się lała z ran Jego
Krew się lała z ran Jego
Na człowieka grzesznego

Matka Boska patrzała
Matka Boska patrzała
Matka Boska patrzała
I boleśnie płakała

Ach mój Synu najmilszy
Ach mój Synu najmilszy
Ach mój Synu najmilszy
Któż cię w smutku pocieszy

Pocieszy Cię Pan z nieba
Pocieszy Cię Pan z nieba
Pocieszy Cię Pan z nieba
Za nas grzesznych tak trzеba
Za nas grzesznych tak trzeba

Jedna z najbardziej medytacyjnych polskich pieśni pasyjnych. Od pewnego czasu towarzyszy mi w charakterze wielkopostnej pieśni okresowej w codziennej praktyce medytacyjnej w tradycji wewnętrznego śpiewu.