Czesław Miłosz „Kolędnicy”

 

Z kozą, piszczałką i turoniem
Gdy wieje wicher świętokrzyski
I ponad strugą i nad błoniem
Latają w mrozie białe listki,
Z kozą, piszczałką i turoniem.

Dmie dujawica z gołoborza,
Na bosych saniach dziesięcina,
Ryby w kobiałkach, głowa łosza
I dzikie ptactwo i zwierzyna.
Z kozą, piszczałką i turoniem.

Rycerscy konno jadą z boru,
A zbroja na nich italiańska
I złoty łańcuch dla honoru
I miecz na straży kasztelaństwa.
Z kozą, piszczałką i turoniem.

Kędy na kościół kamień łomią,
Dziwo stawiają niewidziane,
Anioły w białe szaty stroją,
Śniegami teraz przysypane.
Z kozą, piszczałką i turoniem.

Koło kasztelu droga wiedzie,
Niżej łuczywo w izbach świeci,
Pszenicę warzy na wieczerzę
I miód gotuje naród kmieci.
Z kozą, piszczałką i turoniem.

Ejże, przywabią ich brzękadła
Kiedy w opłotki przybędziemy
I skoki, igry i szkaradła
I pieśni wdzięczne odprawiemy.
Z kozą, piszczałką i turoniem.

Waszyngton, 1949

Czesław Miłosz- Kolęda

 

Niedobrzy aniołowie,

Stajenkę zaplamicie,

Skrzydła wasze skrwawione,

Srebrne a postrzępione.

 

Matko, lecimy światem,

Czerwona ziemi rosa

Skrzydła nasze obmyła,

Rdzą skrzydła poznaczyła.

 

Niedobrzy aniołowie,

Dzieciątko przestraszycie,

Spadła dziecku na czoło

Kropla krwi ciemną smołą.

 

Matko, patrz co się dzieje,

Kropla blaskiem jaśnieje,

Z czoła dziecka powstaje,

Świeci na wszystkie kraje.

 

Matko, patrz co się dzieje,

Blaskiem w niebie jaśnieje,

Nad głuchą nocą ziemską

Jest gwiazdą betlejemską.

Gloria, gloria in excelsis Deo

Czesław Miłosz – MODLITWA WIGILIJNA

 

Maryjo czysta, błogosław tej,

Co w miłosierdzie nie wierzy.

Niech jasna twoja strudzona dłoń

Smutki jej wszystkie uśmierzy.

Pod twoją ręką niechaj płacze lżej.

 

Na wigilijny ześlij jej stół

Zielone drzewko magiczne,

Niech, gdy go dotknie, słyszy gwar pszczół,

Niech jabłka sypią się śliczne.

A zamiast świec daj gwiazdę mroźnych pól.

 

Przyprowadź blisko pochód białych gór,

Niechaj w jej okno świecą.

Astrologowie z Chaldei, z Ur

Pamięć złych lat niech uleczą.

Zmarli poeci niechaj dotkną strun,

Samotnej zanucą kolędę.

Warszawa, 1938

Ostatnie Boże Narodzenie George’a Michaela

gm

25 XII bieżącego roku, w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia zmarł George Michael, piosenkarz znany między innymi z bożonarodzeniowego przeboju „Last Christmas”. Naszej części świata ta śmierć została przyćmiona przez katastrofę lotniczą, w której zginęli prawie wszyscy śpiewacy rosyjskiego Chóru Aleksandrowa, zajmującego się głównie gloryfikacją Armii Czerwonej i Związku Sowieckiego.

 

Szkoda, że tak się stało, bo to śmierć Michaela jest znacznie bardziej znamienna. W pobożności ludowej, najczęściej katolickiej, ale nie tylko, przywiązuje się pewną wagę do daty śmierci poszczególnych osób. Gdy w tegoroczną Wielkanoc zmarli Matka Andżelika (założycielka najważniejszej na świecie telewizji katolickiej EWTN) i ks. Jan Kaczkowski, pojawiły się liczne głosy, że jest to oznaka szczególnej łaski Bożej dla tych ludzi.

Teraz w Boże Narodzenie zmarł George Michael, współtwórca kulturowej otoczki współczesnego Bożego Narodzenia, jednego z podstawowych elementów kulturowego chrześcijaństwa, na którym opiera się dzisiejsza cywilizacja zachodnia, którą niekiedy nazywam postłacińską. I teraz, jeśli przyjmiemy, ze data śmierci zakonnicy i księdza oznaczały Boską akceptację dla ich życia i dzieła, to to samo musimy przyjąć odnośnie daty śmierci piosenkarza. Wygląda więc na to, ze Bóg lubi kulturowe chrześcijaństwo, choćby na zasadzie, że lepsze takie, niż żadne. Oczywiście, równie prawdopodobne, a może i bardziej jest to, że z żadną z tych dat Bóg nie miał nic bezpośrednio wspólnego, bo jeśli i daje nam jakieś znaki, to raczej subtelniejszej natury.

Czesław Miłosz – Baśń Wigilijna

 

Po życiu pełnym bezsensu i rozpaczy,

Zmieniony ręką boską w srebrnego anioła,

W noc, która gwiazdą betlejemską straszy,

Człowiek pewien przyfrunął tam, gdzie Dziecko woła.

 

Rozpościerał szeroko skrzydła nad kołyską,

A dziecko bawił odblask na skrzydle odbity.

Śnieżystą górą dziecku skrzydło się wydało

I sto różowych na niej potoków igrało.

 

Na dworze już wschodziła jutrzenka, bił młot.

I nasłuchiwał chciwie anioł, człowiek dawny,

Jak niosą się w powietrzu pierwsze głosy ziemi,

Żuraw skrzypi, łuczywo okienka rumieni.

 

Kosmate gończe dymiąc rwały się na smyczy,

Mroźna trąbka przez bory niosła się jak wiatr,

Aż zaskomliły gończe, spragnione zdobyczy,

Z brzękiem dzwonków puszysty goniąc zwierza ślad.

 

I wiedząc, że za chwilę śnieg znów się zakrwawi,

Rzekł anioł: Dziecko ziemię nie od krwi wybawi.

Jak promień, co przywraca czarnej fali płynność,

Tak ono zbrodni ludzkiej przywróci niewinność.

CZESŁAW MIŁOSZ – Pielgrzymując

Oby zapach tymianku i lawendy towarzyszył nam w drodze

Do tej prowincji, która nie wie jak jest szczęśliwa,

Bo została wybrana i nawiedzona,

Sama jedna pośród wielu zakątków ziemi.

 

Dążyliśmy do miejsca, ale nie wiodły tam znaki.

Aż wyjawiło siebie w pasterskiej dolinie,

Między górami jak sprzed początku pamięci,

Nad wąską rzeką szumiącą u groty.

Oby został z nami smak wina i mięsiwa,

Tak jak ucztowaliśmy na polanach,

Szukając, nie znajdując, zbierając wieści,

Jasnością dnia pocieszeni.

Łagodne góry i dzwonki stad

O wszystkim co utracone niech przypominają,

Bo już widzieliśmy i pokochaliśmy

Świat, który trwa jedno mgnienie.

1976

„Zamieć” Kena Folleta – najlepsza moim zdaniem opowieść bożonarodzeniowa.

Wiele jest książek o Bożym Narodzeniu. Z rozmysłem napiałem to pierwsze  zdanie tak, aby było ono dwuznaczne. Bo wyrażenie „książki o Bożym Narodzeniu” można rozumieć dwojako. Pierwsza grupa to dzieła literackie opowiadające o tym, jak to Nasz Pan Jezus Chrystus narodził się w ubogiej stajence w Dawidowym Mieście Betlejem. Druga zaś to opowieści o świętach Bożego Narodzenia. Te dwie grupy razem tworzą całkiem pokaźną literaturę bożonarodzeniową. Dziś chciałbym zwrócić uwagę na książkę należącą do grupy drugiej. Gdy mówimy o książkach poświęconych świętom Bożego Narodzenia, to chyba większości z nas na myśl przychodzi przedewszystkiem „Opowieść wigilijna” wraz ze swymi niezliczonymi literackimi i filmowymi mutacjami. „Zamieć” Kena Folleta do grona  owych mutacyj się nie zalicza,  wykazuje jednak pewne podobieństwa strukturalne do owego bożonarodzeniowego klasyka. Jej zasadnicza akcja rozgrywa się podobnie jak u Dickensa w bardzo króttkim okresie czasu, w tym przypadku jest to kilka przedświątecznych i świątecznych dni. Jednak nie brakuje w tej powieści również wspomnień o przeszłości poszczególnych bohaterów, o której zresztą dowiadujemy się całkiem sporo i wybiegania w przyszłość. Ta ostatnia pojawia się przedewszystkim w epilogu, w którym są krótko ukazane kolejne święta Bożego Narodzenia. To również jest pewne nawiązanie do „Opowieści wigilijnej” i jej Ducha Przyszłych Świąt. Nawiązań do tej książki jest tam zresztą więcej, w tym też bardziej bezpośrednich. Przyjemność ich wyszukiwania pozostawiam szanownym czytelnikom. Nieuważny lub nieoczytany czytelnik może uznać „Zamieć” za płytką powieść sensacyjną, pozbawioną głębszej treści. Będzie to jednak opinia absolutnie błędna. Powieść ta bowiem nie jest pozbawiona metafizycznej głębi. Jej bohaterowie ratują ludzkość od śmiercionośnego wirusa skradzionego z laboratorium przez szalonych terrorystów. Można to odczytać jako alegorię Bożego Narodzenia, a konkretnie Wcielenia Jezusa Chrystusa, które jest wszak ratowaniem ludzkości  od śmiercionośnego pod względem duchowym wirusa grzechu. Dodatkowym, ale również istotnym przesłaniem powieści jest podkreślenie wartości rodziny. „Zamieć” jest dowodem na to, że literatura europejska, zwłaszcza zaś brytyjska, nadal jest, a przynajmniej bywa, nośnikiem wartości chrześcijańskich.

Powieści można posłuchać tu:

https://www.youtube.com/watch?v=qincWGO8Y24&t=39784s

https://www.youtube.com/watch?v=71bSUrVYC0k

Adwent – Alfred Buck „Opowiadanie wigilijne”

 

– Tylko pamiętaj, musisz być szczególnie grzeczny w czasie Adwentu, bo inaczej nie narodzi

się dla ciebie Pan Jezus.

Janek pamiętał o tym dobrze, ale nie wiedział, co to znaczy. Wstydził się zresztą, że taki jest niemądry i nie śmiał nikogo zapytać:

– Ale co to znaczy, że Pan Jezus nie narodzi się dla mnie.

Jak się narodzi, to się narodzi dla wszystkich. Zresztą, co to znaczy, że się narodzi?

Przecież raz już się narodził. Czy można się drugi raz narodzić? A może naprawdę tylko wtedy się dowiem, kiedy będę szczególnie grzeczny. I w gruncie rzeczy starał się być grzeczny w Adwencie.

(…)

Potem wyszedł na skraj jakiejś polany. W głębi niej zobaczył stajenkę. Była podobna do tej,

którą budował w czasie Adwentu. Strzecha przywalona śniegiem, nad nią gwiazda z wielkim

ogonem. Światło, które padało przez otwarte drzwi i okna, oświecało krzaki i drzewa

stojące w pobliżu. Nagle znalazł się wewnątrz szopki. Klęczał na podłodze stajni. Obok siebie

spostrzegł klęczącego tatusia i mamusię oraz siostrę, którzy uśmiechali się do niego. Poczuł

się tak samo szczęśliwy jak w czasie Wigilii przy składaniu życzeń. Wtedy przypomniał sobie

to, co mama mu powiedziała na samym początku Adwentu, że gdy będzie grzeczny, to Pan Jezus

narodzi się dla niego.

– Czy Jezus narodził się dla mnie także?

Poczuł, że musi spojrzeć w żłobek.

– Jezus tam na pewno jest. Tylko czy ja Go zobaczę? – przeniknął go głęboki niepokój.

Ale przecież powinienem zobaczyć. – Przecież przeprosiłem mamę, tatę i siostrę. Przecież starałem się być grzeczny podczas Adwentu. Pełen determinacji zdecydował się. Z oczami pełnymi łez podniósł głowę – i ujrzał: Na sianku przykrytym białą chustą leżało Dzieciątko.

 

Źródło:

W blaskach gwiazdy betlejemskiej. Opowiadania dla starszych dzieci
Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1989