Ho la o la pastyrze łode pola du dy u dy pastyrze łode budy idźcie do stayenki do świentéj Panienki i Grzegórz karbowy pisarz prowentowy
hu hu u hu bieżajcie co duchu ekonom kulawy wstańcie wszyscy z ławy i ty Józek spyrka złaźże z tego wyrka od miodu i strawy ty Franek kaprawy idźcie do stayenki do świentey Panienki
ho la o la pastyrze ze pola weźcie dwa barany móy Yanie kochany miodu ze dwa dzbany syrek pobiélany cepy i siekiére skrzypeczki i lirę wilcy się zwiadują u — a nawołują barana porwali w boru rozerwali
z krzywemi rogami z czornemi kudłami zebrali się chłopy i przyszli do szopy po śniegu po grudzie dziwili się ludzie przyśli do stayenki do świentey Panienki
wół osioł chuchayą głowami kiwają przylecieli ptacy cip cip cip cy a cy pastyrze bekayą na skrzypeczkach grayą a Katjek na drumli a – u Burek skumli tiu – li u – li nie bec przy matuli i basista hu – hu gładzi bas po brzuchu stanęli w stayence przy świentéy Panience
wchodzą trzej królowie w koronach na głowie ze garbatym wielbłondem przyechali londem i piéknie ubrani złotem haftowani znoszą wielkie dary w szkatule talary e mu e mu
gwarzą po swoyemu li li li li i li wszyscy się dziwili a Dzieciątko kwili pastyrze klękayą cuda oglądayą gwiazda zaświeciła na niebie zatliła
nad szopą schyliła u by u by mu by poklękały buby tiu li tiu li u li uśniyże matuli w słomianej stayence przy świentey Panience (1919)
w olbrzymiem mieście biegną ludzie w olbrzymiem mieście w olbrzymiem mieście tańczą kwiaty w olbrzymiem mieście hej kolenda kolenda w olbrzymiem mieście idzie wilja w olbrzymiem mieście w olbrzymiem mieście śmieją się dzwony w olbrzymiem mieście hej kolenda kolenda w olbrzymiem mieście śmieją się dzieci w olbrzymiem mieście w olbrzymiem mieście niosą drzewka
—
—
—
—
—
—
—
—
—
—
—
—
w olbrzymiem mieście śledź polewka
w olbrzymiem mieście
—
—
—
—
—
—
—
—
—
—
—
—
w olbrzymiem mieście szczuta psami
sunie nędza zaułkami w olbrzymiem mieście w olbrzymiem mieście hej kolenda kolenda w olbrzymiem mieście za szybami
w olbrzymiem mieście stoją drzeweczka z zabawkami
w olbrzymiem mieście w olbrzymiem mieście za oknami stoją łóżeczka z laleczkami hej kolenda kolenda w olbrzymiem mieście alejami w olbrzymiem mieście jadą saneczki z dzwoneczkami hej kolenda kolenda w olbrzymiem mieście po kościołach w olbrzymiem mieście śpiewają pieśni o aniołach w olbrzymiem mieście hej kolenda kolenda w olbrzymiem mieście dla uciechy w olbrzymiem mieście hej kolenda kolenda dmą organiści w dudomiechy w olbrzymiem mieście posłuchajcie hej kolenda kolenda wszyscy do szopy pospieszajcie hej kolenda kolenda Marję z dzieciątkiem powitajcie hej kolenda kolenda pięknie zagrajcie zaśpiewajcie hej kolenda kolenda i Józefowi się kłaniajcie w olbrzymiem mieście (1922)
Adwent to czas radosnego oczekiwania. Nie zawsze jednak tę radość widać. Żeby więc było widać, prezentuję chorwacką pieśń adwentową, która tę radość niesie na dłoni.
1. Visom leteć ptice male
našem domu zapjevale:
srca gore, evo zore.
2. Kore one lijene ljude,
dozivlju ih, od sna bude:
srca gore, evo zore.
3. Grijehe svoje oplačimo,
dušu ljijepo očistimo:
srca gore, evo zore.
4. Kraj nek bude svakoj zloći,
Sin će Božji k nama doći:
srca gore, evo zore!
5. Već ga nosi mila Mati,
ona će ga nama dati:
srca gore, evo zore!
6. Zdravo, puna svih milina,
kličimo joj iz nizina:
srca gore, evo zore!
A tu w moim przekładzie
1. Małe ptaszę górą leci gromko śpiewa naszej chacie serca gorzą z jasną zorzą 2. Karci też leniwych ludzi, doświadcza ich, ze snu budzi serca gorzą z jasną zorzą 3. Grzechy nasze wyznawamy pięknie duszę oczyszczamy serca gorzą z jasną zorzą 4. Kres nastąpi wszego złego Na przyjście Syna Bożego serca gorzą z jasną zorzą 5. Matka Jego już go nosi, nam go da, jak anioł głosi serca gorzą z jasną zorzą 6. Witaj, pełna łaski wszelkiej wołamy z głębiny wielkiej serca gorzą z jasną zorzą
Wbrew pozorom pieśń ta ma głęboko mistyczny sens. Ptak i światło zorzy są symbolami duchowego oświecenia. Poniżej prezentuję wiersz księdza profesora Szymika, oddający tę samą ideę:
ZORZE I JASKÓŁKI
Jak kość w gardle ten wieczór Jak brzęk szkła które przetnie, skrwawi, zamąci ta muzyka Jak sól w różowych ustach rany te słowa Jak wieczny odpoczynek to milczenie
ufaj mimo wszystko
żyj próbuj kochaj. To jest możliwe na przekór logice i pamięci
Duchowe dziedzictwo Bożego Narodzenia kryje się również w ciszy natury. „To tragedia naszego społeczeństwa, że Adwent stał się szaleństwem zakupów, a nie czasem medytacji” – mówi biskup i proboszcz Czechosłowackiego Kościoła Husyckiego, Juraj Jordán Dovala.
Poświęca się duchowemu towarzyszeniu osobom cierpiącym na poważne choroby lub zmagającym się z problemami psychologicznymi, od kryzysów duchowych po stany lękowe. „To moja bardzo częsta praca poprzez osobiste rozmowy. Jednak w oba dni Bożego Narodzenia, w okresie świąt Bożego Narodzenia, staram się być przede wszystkim skupiony na rodzinie i nabożeństwach” – mówi duchowny, który jest również muzykiem i ceni głębię hard metalu. W wywiadzie dla Seznam Zprávami porusza również temat duchowego dziedzictwa, nowego koronawirusa i osoby, która straciła oddech.
Jak będzie wyglądał Twój 24 grudnia?
Zawsze świętuję Boże Narodzenie w bardzo spokojnym gronie rodzinnym. Rano udajemy się do Hodonína, żeby śpiewać kolędy, przestrzegamy też postu.
Czym jest ta tradycja porannego kolędowania?
Nasza sześcioosobowa rodzina – ja, żona i czwórka dzieci – zabierze ze sobą instrumenty muzyczne. Ja mam gitarę, żona flet, a dzieci grają na wiolonczeli, dwojgu skrzypiec i bębnie. Mamy już przygotowane dwie lub trzy kolędy i idziemy do przyjaciół, którzy od Adwentu regularnie pytają nas, czy przyjedziemy, i że na nas czekają. Zadzwonimy dzwonem, zaśpiewamy, udzielimy błogosławieństwa wszystkim członkom rodziny. Popijemy przez chwilę herbatę, a potem ruszymy dalej.
A co z postem?
Postny obiad jemy w postaci zupy z soczewicy i tzw. bobálky z makiem, coś w rodzaju bułeczek – to u nas na Słowacji taki zwyczaj. Poza tym nie jemy przez cały dzień, a po zachodzie słońca, kiedy zasiadamy do obfitej kolacji, jemy klasyczną rybę z sałatką.
Czy planujecie również mszę znaną jako pasterka?
Odprawiam nabożeństwo rano 25 grudnia, a kolejne dzień później. Tak zwana pasterka może się również odbyć o piątej po południu, siódmej lub dziesiątej, a czasami nawet godzinę przed północą, ponieważ zgodnie z tradycją Chrystus narodził się o północy z 24 na 25 grudnia.
Na niektórych zdjęciach widać Cię z gitarą i w szatach kapłańskich. Czy grasz na niej dla wiernych w Boże Narodzenie?
Tak, gram na nabożeństwach dość regularnie, również w Boże Narodzenie. Mam nawet alternatywne nabożeństwo bożonarodzeniowe i zawsze gram na gitarze.
Jaka jest różnica pomiędzy klasycznym nabożeństwem bożonarodzeniowym według tradycji Kościoła husyckiego a nabożeństwem alternatywnym?
Z jednej strony mamy oficjalną liturgię dr. Karela Farskiego, z której korzysta nasz kościół i która ma swoją własną ciągłość historyczną. Stworzyłem alternatywną liturgię w duchu starożytnej tradycji chrześcijańskiej. Do niektórych fragmentów dopisałem muzykę i gram je również na gitarze, a towarzyszy mi kolega grający na organach lub altówce.
Jak ja, jako laik, odczułbym różnicę?
Oficjalna liturgia bywa mniej zrozumiała i przystępna dla laika. Jest w niej dużo śpiewu, wymaga wiedzy, więc ludzie wiedzą, co odpowiedzieć, angażują się. I dlatego stworzyłem drugą, choć słowo „alternatywa” to tylko termin techniczny. To liturgia, którą mogę odprawiać z ludźmi, którzy nie muszą nawet nic wiedzieć o chrześcijaństwie, a mimo to dzięki jej prostocie pięknie się w nią angażują. Dzięki mantrycznym powtórzeniom śpiewu, wszystko dzieje się samo.
Czy husycka koncepcja obchodzenia Bożego Narodzenia różni się od katolickiej?
Postrzegamy Boże Narodzenie w ten sam sposób. Być może różnica polega na tym, że w naszym kościele kładziemy większy nacisk na ciszę Bożego Narodzenia, na pewien intymny poziom, na uwewnętrznienie. Dla mnie ważne jest, aby ludzie podążali mistyczną ścieżką. Nasze nabożeństwa nie są tak pompatyczne. Nie są tak mszalne jak w Kościele katolickim. Owszem, my również mamy charakter świąteczny, ale raczej na kontemplacyjnym poziomie świętowania narodzin Chrystusa, oczywiście śpiewamy kolędy.
Czy mógłbyś wyjaśnić duchowe znaczenie Bożego Narodzenia w dzisiejszym zabieganym świecie?
Znaczenie Bożego Narodzenia ma wiele poziomów. Najbardziej uderzające są cisza i światło. Kiedy w noc Bożego Narodzenia wychodzisz sam do lasu i postrzegasz naturę, odczuwasz niesamowitą więź z całym stworzeniem, świętą atmosferę, której nie da się wytłumaczyć. Wystarczy być, dostroić się do faktu, że jestem tu i teraz i odczuwam niesamowitą tajemnicę w całym stworzeniu. To jest cisza. Jednocześnie z tej ciszy emanuje światło. Kiedy się na nią otwieramy, odczuwamy ją bardzo wyraźnie.
Jako cywilizacja, wciąż podświadomie to postrzegamy, dlatego stworzyliśmy pewne substytuty. Budynki, drzewa, miasta są oświetlane podczas Adwentu, podczas gdy nasi przodkowie zapalali świece na wieńcach, oczekując nadejście światła, światła Chrystusa w naszych sercach. I wizualnie umieściliśmy to światło w przestrzeni kosmicznej, aby przypominało nam o świetle w nas.
Czyli nie musimy oglądać migających świateł tylko jako dekoracji?
Światła przypominają. Do dziś powtarzają: człowieku, jest w tobie światło Chrystusa, połącz się z nim. Zapomnieliśmy o jego istocie, że to światło jest już w nas. A Adwent symbolizuje zatrzymanie się, by je dostrzec. Ale nasze społeczeństwo zamieniło Adwent w szaleństwo zakupów. Ludzie kupują jeszcze więcej niż wcześniej. Światła witryn sklepowych i reklam oślepiają nas tak bardzo, że tracimy sens. Osoba, która chce zajrzeć głęboko, musi umieć odłączyć się od tego wszystkiego, aby odkryć tajemnicę Bożego Narodzenia w sobie.
Mówi Pan o powrocie światła, a okres Bożego Narodzenia wiąże się również z przedchrześcijańskimi obchodami przesilenia, z wieloma zwyczajami. Jak Pan postrzega ten aspekt świąt?
Uważam to za wciąż prawdziwe i autentyczne. Boże Narodzenie niegdyś obchodzono w dniu, który obecnie przypada w tzw. święto Trzech Króli, czyli Objawienie Pańskie, czyli 6 stycznia. Datę tę zmienił dopiero cesarz Konstantyn, głównie z powodów politycznych, aby uniemożliwić poganom świętowanie przesilenia zimowego, kiedy w późnym okresie starożytnego Cesarstwa Rzymskiego czczono boga słońca Mitrę. Jednak obchody w starożytnym Rzymie nie trwały jednego dnia, lecz kilka dni, a ponadto wiązały się z nieograniczonymi Saturnaliami.
Ale cesarz Konstantyn również miał swoich doradców duchowych. Dlatego postrzegam jego decyzję nie tylko jako polityczną, ale także duchową i prawdziwą. Starożytni chrześcijanie postrzegali widzialne, fizyczne słońce jako zmaterializowaną manifestację Chrystusa. I widzieli to prawdziwie, ponieważ tak jak Chrystus, słońce daje nam światło, ciepło i miłość.
To nie jest symboliczna paralela, lecz duchowa, wypływająca z istoty. Jeśli ktoś jest dla ciebie dobry, co czujesz w takiej osobie? Ciepło i światło w duszy, podświadomie czujemy się dobrze w jego towarzystwie. W ten sam sposób słońce daje całemu światu światło i ciepło. To są atrybuty miłości. Duchowo Chrystus daje to samo. Światło przesilenia, które nadchodzi dziś po południu o godzinie piątej, to Chrystus, który się rodzi (wywiad został napisany 21 grudnia, red.). Wystarczy się na nie otworzyć i je dostrzec.
Czy zatem możemy dążyć do tego poprzez ciszę w czasie Adwentu?
Dla mnie cały okres sakralny rozpoczyna się w dniu świętego Marcina – 11 listopada. W tym okresie, który jest preludium do Adwentu, zaczynam odczuwać ruch mocy natury w ziemi. To dla mnie sygnał, że powinienem bardziej zagłębić się w głąb siebie, w duszę, ponieważ my, ludzie, jesteśmy częścią natury. W Adwencie ziemia zamarza, przynajmniej w niedawnej przeszłości, i w ten sposób wchodzi w stan medytacji. Drzewa i krzewy tracą liście, zioła zdają się zwiędnąć, ale wciąż żyją. A wiosną wszystko się wyjaśni.
Czy natura może nas inspirować?
Tak, to wyzwanie – chodźcie. Tragedią naszego społeczeństwa jest to, że Adwent stał się szaleństwem zakupów, a nie czasem medytacji. Kiedy jesteśmy w harmonii z naturą, może ona automatycznie wprowadzić nas w medytację w świetle, w ciszy, w byciu. A moc adwentowych medytacji jest niezrównana, ponieważ to czas, w którym światło Chrystusa rodzi się wielokrotnie.
Co masz na myśli?
Chrystus narodził się fizycznie dwa tysiące lat temu, ale duchowo rodzi się nieustannie, to proces zachodzący we wszechświecie. To nie bajka starych babć, to prawdziwa moc Chrystusa, która wkracza na duchowy plan Ziemi i rodzi się w nas. My, ludzie, jesteśmy częścią Ziemi. Otwieramy się więc nie tylko w czasie przesilenia, ale od dnia św. Marcina aż do końca świąt Bożego Narodzenia. To wspaniały, błogosławiony okres, a czas narodzin Chrystusa wpisuje się w niego niczym układanka.
To znaczy, aż do święta Trzech Króli.
W tradycji chrześcijańskiej do pierwszej niedzieli po Objawieniu Pańskim, która kończy okres Bożego Narodzenia. Wtedy zdejmuje się ozdoby i choinkę w kościele, a kolędy milkną. W końcu ta nazwa jest ludowa, folklorystyczna. Oficjalna nazwa to Objawienie Pańskie. Chrystus ukazał się światu w tym dniu. I przybyli mędrcy, aby oddać mu pokłon, nie byli królami. Oryginalny grecki tekst biblijny używa słowa „magoi”, czyli dosłownie magowie – byli to perscy hermetycy, duchowo oświeceni ludzie. W rzeczywistości nie wiemy nawet, czy było ich trzech, wiemy tylko, że przynieśli trzy dary. Na tej podstawie ustala się ich liczbę. Być może było ich pięciu…
Kiedyś byłeś katolikiem. Jak zostałeś husytą?
Dorastałem w rodzinie katolickiej, ale katolicy nie chcieli, żebym studiował teologię. To byłaby dłuższa historia. Chciałem studiować teologię i miałem z tym pewne problemy. Ostatecznie studiowałem teologię prawosławną, a potem przeszedłem do Kościoła husyckiego, który jest bardzo otwarty, ekumeniczny i liberalny. Cieszę się, że postrzega siebie jako wspólnotę ludzi niedoskonałych, przeciętnych, z własnymi błędami, a nie elitę, która powinna być wzorem do naśladowania dla innych.
Jesteśmy zwykłymi, grzesznymi pielgrzymami podążającymi za Chrystusem. I to mi się podoba. Bliska jest mi tradycja chrześcijańskiego mistycyzmu i tak zwanych ojców pustyni, modlitwa wewnętrzna… Dostrzegam bogactwo tej drogi połączenia ze sferą ducha, żywej relacji z Bogiem tu i teraz, doświadczania Jego obecności, gdziekolwiek jesteśmy. Dlatego przekazuję ją innym, aby mogli być spełnieni, szczęśliwi i rozwijać swoje człowieczeństwo i duchowy potencjał.
Spotkałem się z Tobą w biurze w Brnie, ale pracujesz również w Hodonínie, gdzie mieszkasz. Jak dzielisz swoją posługę biskupa i proboszcza?
Tak, pełnię dwie funkcje. Jestem proboszczem parafii Hodonín i biskupem Brna, więc dzielę swoją uwagę między te dwa miejsca. Mam parafię w Hodonínie i biskupstwo dla regionu Moraw Południowych w Brnie. Mieszkam tu w Brnie około dwa dni w tygodniu, poza tym załatwiam sprawy telefonicznie lub mailowo. Mam też wspaniałych współpracowników w biurze, którzy zapewniają niezbędne rzeczy, przygotowują spotkania i dokumenty do podpisania. Lubię te przestrzenie z dużym, rzadkim, drewnianym krzyżem na ścianie z ukrzyżowanym Chrystusem. W Hodonínie poświęcam się parafii i towarzyszeniu ludziom w innym rodzaju spotkań.
Niedawno chorowałeś na COVID-19. Jak patrzysz na choroby z perspektywy osoby, która nie kieruje się wyłącznie materialnym światopoglądem?
Zawsze postrzegam choroby z ich wewnętrznej istoty. Staram się dostrzec za nimi symbolikę, morfologię i duchowe dziedzictwo, które nam niosą. Nasze ciało odzwierciedla to, co odbija się w naszej duszy. Taka jest zasada – jak w niebie, tak i na ziemi. Jak na górze, tak i na dole. To, co jest w nas somatyzowane, najpierw rezonowało i przenikało nasz umysł i duszę. Jeśli nadejdzie coś tak wielkiego jak pandemia koronawirusa, postrzegam, że cała ludzkość jest chora.
Co masz na myśli?
Koronawirus wpłynął na układ odpornościowy na całym świecie. Natura i siła wyższa, Bóg, który stoi za naturą, mówią nam: człowieku, przestań plądrować świat, nieograniczona i chciwa postawa nie może tak trwać. Ale jeśli nie potrafisz się powstrzymać, ja cię powstrzymam.
Teraz do mnie dociera – człowieku, zaraz stracisz oddech.
W niedzielę wygłosiłem w Hodonínie wykład bezpośrednio o Covidzie i ziołach leczniczych na wirusa SARS-cov2, który następnie wywołuje chorobę Covid-19. Mówiłem o duchowych przesłaniach, jakie niesie nam ten koronawirus. Pierwsze z nich to zatrzymanie się, rozpoczęcie życia ekologicznego i ze świętym szacunkiem dla natury. Drugie to umiejętność życia w czujności i bycia tu i teraz, życia zmysłami. W przeciwnym razie nie żyjemy, a jedynie przetrwamy. Covid ograniczył naszą łączność ze światem i zadał cios w tym kierunku. Trzeci poziom to wspomniany oddech, dokładnie to, o czym wspomniałeś.
Czy możesz to rozwinąć?
Covid ograniczył nas wszystkich w kwestii oddychania, zakładając maski na usta i nosy. Zaczęliśmy bać się własnego oddechu lub tego, że inni dotkną nas swoim oddechem. Niestety, ludzie umierają z powodu Covidu, najczęściej z powodu problemów z oddychaniem i niewydolności płuc. Jednak osoby, które praktykują ćwiczenia oddechowe i medytacje oddechowe, są o wiele bardziej odporne. To jak pamiątka i przypomnienie, aby postrzegać swój oddech, doceniać go, dziękować mu i nawiązać kontakt z Bogiem i byciem w swoim oddechu.
Wiecie, dopiero gdy coś stracimy, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że to było wspaniałe. Dopóki widzimy wszystko oczami, bierzemy to za pewnik i nie zwracamy na to uwagi. Ale gdyby ktoś odebrał nam wzrok, zdalibyśmy sobie sprawę, jaki dar otrzymaliśmy. Po jego odzyskaniu bardziej docenilibyśmy to, że możemy widzieć piękno świata i wszechświata. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że dzięki koronawirusowi wiele osób zaczyna dostrzegać swój oddech i go doceniać. Możemy wdychać z wdzięcznością i miłością w sercu, a także wydychać miłość i wdzięczność. Możemy szerzyć błogosławieństwa na cały świat swoim oddechem.
Jakie wyobrażenie o Chrystusie przekazałbyś w czasie świąt Bożego Narodzenia?
Zdecydowanie skojarzyłbym Boże Narodzenie z myślą, którą powiedział swoim uczniom: „Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem”. Miłość Chrystusa była bezwarunkowa, uniwersalna, absolutna i wszechogarniająca. Była to miłość bez granic, która akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy. A zatem nic w sensie: „Będę cię kochał, kiedy zrobisz to i tamto”, ani: „Tylko wtedy, gdy sprawisz mi radość, zdobywając dobre oceny”, jak często mówią rodzice swoim dzieciom. Musimy dawać miłość, która nie stawia warunków: „Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem”.
Utwór napisany w 1756 roku plasuje się na styku dwóch epok i to słychać. Choć sam Jommelli uchozi za kompozytora klasycystycznego, to jego nauczyciele byli muzykami barokowymi i tego baroku jeszcze sporo w tej muzyce czuć, Utwór jest półkameralny, dzięki czemu naaje się do wykonania w czasie liturgii.
każdy jej oddech pod Twoje stopy, wszystkie zasiewy pod Twoje stopy. wszystkie owoce pod Twoje stopy,
każdą uprawę pod Twoje stopy,
wszystkie projekty pod Twoje stopy
każdą budowę pod Twoje stopy.
wszystkie zwycięstwa pod Twoje stopy, każdą porażkę pod Twoje stopy.
wszystkie mądrości pod Twoje stopy, wszystkie miłości pod Twoje stopy. wszystkie radości pod Twoje stopy. wszystkie rozpacze pod Twoje stopy, wszystkie zwątpienia pod Twoje stopy, każdą niewiarę pod Twoje stopy,
Po względnym sukcesie mojego zeszłorocznego projektu Madonny niezwykłe, postanowiłem tworzyć kolejne, podobne projekty w ramach niniejszego blogu. W listopadzie prowadzę cykl poświęcony kompozycjom rekwialnym, który z roku na rok będzie rozbudowywany, a teraz, w Wielkim Poście chciałbym zaprezentować kilkanaście niezwyklych dróg krzyżowych. Na wstępie mała uwaga dotycząca pisowni. Będę pisał „Droga Krzyżowa” mając na myśli nabożeństwoi „droga krzyżowa” mając na myśli dzieło sztuki. O nabożeństwach Drogi Krzyżowej pisałem nieco w poprzednich latach, teraz skupię się na obiektach architektonicznych.
Plenerowe drogi krzyżowe są w krajach Korony Świętego Wacława bardzo popularne. Są to na ogół obiekty skromniejsze od naszych kalwaryj takich jak Kalwaria Zebrzydowska, czy Kalwaria Pacławska. Składają się zasadniczo zczternastu niewielkich kapliczek z malarskimi lub rzeżbiarskimi przedstawieniami stacji Drogi Krzyżowej. Powstają od XVII wieku do dnia dzisiejszego z przerwą na komunizm. W czasie komunizmu nie tylko nie powstawały nowe, ale większość starych uległa dewastacji. Zazwyczaj pozostały puste kapliczki, wizerunki natomiast zostały zniszczone. po odzyskaniu wolności wiele z nich zostało odnowionych, często w bardzo interesujący sposób polegający na umieszczeniu w starych kapliczkach nowoczesnych obrazów pędzli współczesnych artystów czeskich. Głównie takie obiekty będę tu prezentował, pojawi się także kilka nowopowstałych. Wszystkie omówione w tym cyklu obiekty są pod opieką i nadzorem miejscowych parafij rzymskokatolickich.
Odrestaurowana droga krzyżowa w Lobendavie na wzgórzu Jáchym w Šluknovskim Víběžku znajduje się około dwóch kilometrów na północny wschód od wsi. Prowadziła wokół kaplicy św. Jáchyma, razem z którą jest chroniona jako nieruchomy zabytek kultury Republiki Czeskiej.
Źródła zazwyczaj podają, że ta droga krzyżowa została zbudowana jako czternasta na cyplu Szluknowskim. Miała zostać zbudowana w 1914 roku wokół kaplicy św. Jáchyma na szczycie wzgórza Jáchym (Joachimsberg). Jest to prawdopodobnie pomyłka, gdyż zarówno droga krzyżowa, jak i pierwotna kaplica św. Jakuba widnieją na planie katastru stajennego, a zatem musiały powstać przed 1843 rokiem. Ścieżka składała się z 13 stacji w historyzującym stylu, kaplicy Grobu Świętego i kaplicy Kalwarii. W piętnastej kolumnie przystanku znajdowała się nieznana scena, prawdopodobnie modlitwa w Ogrodzie Getsemani. Dewastacja drogi krzyżowej następowała stopniowo od lat 60. XX wieku. Jej właściciel – Lasy Republiki Czeskiej – zlecił renowację w latach 2016-2017. Powstało trzynaście nowych stacji z piaskowca, sceny namalował malarz i grafik Dimitrij Plyonkin. Lesy ČR odrestaurowały także kaplicę Ukrzyżowania, ale z niej utworzono kaplicę Grobu Świętego – zachowały się jedynie fundamenty pierwotnej kaplicy Grobu Świętego, które zachowały się oraz lapidarium zachowanych stacji pierwotnych stacji Grobu Świętego. z nich powstał Krzyż. Renowacja kosztowała około miliona koron. W dniu 26 maja 2018 r. odnowioną Drogę Krzyżową pobłogosławił Martin Davidek, Wikariusz Generalny Litomeric.
U podnóża wzgórza Jáchym znajdowało się wyjątkowe miejsce medytacji. Siedem stacji przedstawiało Siedem Boleści Najświętszej Marii Panny (np. Dziewica Maryja ucieka z Dzieciątkiem Jezus do Egiptu, Dziewica Maryja jest obecna przy ukrzyżowaniu i śmierci Jezusa). Stacje prawdopodobnie miały formę obrazów malowanych na drewnie i mocowanych do słupów. Ocalał jedynie korpus siedmiu granitowych ławek.
. Według legendy kaplica św. Jáchyma została zbudowana w miejscu, w którym mieszkał pustelnik Jáchym. Pierwotna drewniana budowla pochodzi najpóźniej z drugiej połowy XVIII wieku. Po pożarze w 1914 r. na tym miejscu wybudowano nową secesyjną kaplicę na rzucie prostokąta z absydą. Na fasadzie przedstawiony jest święty Jáchym. Budynek został ograbiony i zniszczony po II wojnie światowej.
W Lobendavie jest jeszcze jedna droga krzyżowa – na Anenský vrch. Niebieski szlak turystyczny prowadzi z Lobendavy do kościoła Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, w przeciwnym kierunku do zamku w Lipovej. U podnóża wzgórza Jáchym, we wsi Liščí, znajduje się pomnik ofiar I wojny światowej, a także tors kaplicy Niepokalanej Dziewicy Marii. Za wikipedią
Dla mnie to jedna z najciekawszych dróg krzyżowych w tym cyklu. Obrazy są przejmujące, a postacie kobiece wygląają kobieco. Sporo też wymownej symboliki: czaszki, postać śmierci, bose stopy, suche drzewo, gwiazda…