Leopold Staff – ***

Patrzyli z oczu
ogromną dziwota
Pasterze, owiec
porzuciwszy straże,
O, trzej królowie,
gdyście Panu w darze
Przynieśli mirrę,
kadzidło i złoto,

Lecz o Melchiorze,
Kasprze, Baltazarze,
Tajnej mądrości
słynęliście cnotą
I z swych uczonych
ksiąg doszliście oto,
Że się w Betlejem
cud boski ukaże.

Cóż to wielkiego,
Magowie ze Wschodu,
Żeście odkryli
po roku podróży
Pana na sianie,
między bydłem, gnojem,

Gdy ja, bez gwiazdy
szczególnej przewodu,
Znalazłem Boga

błądząc wiele dłużej –
W jeszcze podlejszej
stajni: w sercu swojem.

Kolędy karpackie – Julia Doszna

1 Тропар Рождества 2 Радуйтеся Всі Людіє 3 Бог Ся Раждає 4 Ангел Пастирям Мовив 5 В Вифлесті Ме Новина 6* missing – На Небі Зірка 7 Нова Радіст Стала 8 Дивная Новина 9 Во Бифлеємі Нині Новина 10 Добрий Вечер Тобі 11 На Йорданські Річці 12 Не Плач Рахиле 13 Ангели В Небі 14 Новорічна Засівна 15 Святі Сідили 16 Ой Сивая Та І Зозуленька 17 Ой Новина Днесь, Новина 18 Три Святителя Воду Святили 19 Сталася Нам Днесь Новина

1 Tropar Rozhdestva 2 Raduytesya Vsi Lyudiye 3 Boh Sya Razhdaye 4 Anhel Pastyryam Movyv 5 V Vеfleyemi Me Novyna 6* missing – Na Nebi Zirka 7 Nova Radist Stala 8 Dyvnaya Novyna 9 Vo Byfleyemi Nyni Novyna 10 Dobryy Vecher Tobi 11 Na Yordansʹki Richtsi 12 Ne Plach Rakhyle 13 Anhely v Nebi 14 Novorichna Zasivna 15 Svyati Sidyly 16 Oy Syvaya Ta i Zozulenʹka 17 Oy Novyna Dnesʹ, Novyna 18 Try Svyatytelya Vodu Svyatyly 19 Stalasya Nam Dnesʹ Novyna

Gwiazda – LEOPOLD STAFF

Świeciła gwiazda na niebie,
Srebrna i staroświecka,
Świeciła wigilijnie,
Każdy zna ją od dziecka.

Zwisały z niej z wysoka
Długie, błyszczące promienie,
A każdy promień to było
Jedno świąteczne życzenie.

I przyszli – nie magowie,
Już trochę postarzali –
Lecz wiejscy kolędnicy,
Zwyczajni chłopcy mali.

Chwycili za promienie,
Jak w dzwonnicy za sznury,
Ażeby śliczna gwiazda
Nie uciekła do góry.

Chwycili w garść promienie,
Trzymają z całej siły.
I teraz w tym rzecz cała,
By się życzenia spełniły.

źródło: https://poezja.org/wz/Leopold_Staff/29176/Gwiazda

LEOPOLD STAFF – Wigilia w lesie

I drzewa mają swą wigilię…
W najkrótszy dzień Bożego roku,
Gdy błękitnieje śnieg o zmroku:
W okiściach, jak olbrzymie lilie,
Białe smereczki, sosny, jodły,
Z zapartym tchem wsłuchane w ciszę,
Snują zadumy jakieś mnisze
Rozpamiętując święte modły.
Las niemy jest jak tajemnica,
Milczący jak oczekiwanie,
Bo coś się dzieje, coś się stanie,
Coś wyśni się, wyjawi lica.
Chat izbom posłał las choinki,
Któż jemu w darze dziw przyniesie
Śnieg jeno spadł na drzewa w lesie,
Dłoniom gałęzi w upominki.
Las drży w napięciu i nadziei,
Niekiedy srebrne sfruną puchy
I polatują jak snu duchy…
Wtem bić przestało serce kniei,
Bo z pierwszą gwiazdą niebo rozłogów,
A z gęstwiny, rozgarniając zieleń,
Wynurza głowę pyszny jeleń
Z świeczkami na rosochach rogów…

Melodia duchowna – barokowa perełka na Boże Narozenie

MELODII DUCHOWNEY

O Narodzeniu Pańskim

PIESN PIERWSZA

Winnice Engadyiskie w kwiat się rozwiły

Żywą wonią zgrzybiały świat odmłodziły

Gdy Syn naywyższego

Dla dobra ludzkiego

W Bethleem na świat wchodźi

Panna go rodźi

Schoway miecz Rayski strożu, powroć do nieba

Już warować Rayskiego Sadu nie trzeba;

O Ray twoy niedbamy

Bo szczęśliwszy mamy

W staience Bethleiemskiej

Jest Ray nie źiemski

W staience kwitnie para kwiećia slicznego

Zaden wiek przeszły nie miał nic podobnego

Jezus, y Marya

Roża y Lilia

Przed iemi Rayskie zioła

W chwast poszły zgoła

Witay rożyczko moia Jezu kochany

Kwitniesz mi choć w pieluszki wiotchezwiązany

Tyś z frasowanego

Radość serca mego

Zapach ożywiaiący

Dusze mdleiącej

Witay niebieski kwiećie, lilio moia

Marya zbawiennego Matko pokoia

Tyś słodkość serdeczna

Tyś poćiecha wieczna

Wonia mnie twey wdzięcznośći

Czerstwi w miłośći

Tyś jest drzewo żywota Panno wiecznego

Syn twoy sczerem owocem zbawienia mego

Wszystkie smaki maćie

Dusze ożywiaćie

Smierć temu nie panuie

Kto was smakuje

O staieneczko droga, żłobie sczęśliwy!

Z ćiebie dźiś Rayskich poćiech płynie zdroy żywy;

Tyś iest pierwsze łoże,

W ktorym ćiało Boże,

Gdy się na świat wydało,

W czasik swoy miało.

O śianko! ô pośćiołko Krola wiecznego!

Na tobie Jezus zażył senku pierwszego;

Wszech kwiatkow pięknośći’

Wszystkich źioł wonności,

Zwięłyście gdy na śienie

Bog ma złożenie.

Lecz dosyć Panno stayni, dosyć żłobowi;

Że pierwsze stanie dały Zbawicielowi;

Ja do mey gospody,

Dla lepszey wygody,

Proszę do serca mego,

Wnieś Syna twego.

Przyprowadz cny Jozefie do mnie twe Pany;

Niech we mnie mieszka z Matką Jezus kochany;

Ja na serce moie,

Puszczę z oczu zdroie,

Y cokolwiek w nim brzytko,

Omyie wszystko.

Kwitniyże w sercu moim. ô Jezu drogi!

Niech ztobą Panno kwitnie, duch moy ubogi;

Gdy śmierć ćiało skruszy,

Nieday więdnąć duszy;

Gdy tu z tobą zostanie,

Raiem się stanie.

PIESN DRUGA

Dziś z żywota panieńskiego,

Wyszedł Syn Oyca wiecznego

Witay szczęśliwa godzino,

Witay zbawienna nowino,

Bądź przywitany, Iezu kochany.

Jak promien bez kryształ wchodzi

Tak się Chrystus z Panny rodźi;

O pożądana radośći!

O zdroiu rayskich słodkośćI!

Bądź pozdrowiony, dźiś narodzony.

Panna Synaczka piastuie

I mlekiem go swymczęstuie;

Witay szczęśliwa godzino,

Witay zbawienna nowino,

Bądź pochwalony, Boże wćielony,

Na garztce śiana suchego,

Składa Panna Syna swego

O pożądana radośći!

O zdroiu rayskich słodkośćI!

Bądź przywitany, Jezu kochany.

Jak mądrość ćiałem pokryta,

Z światem śię w staience wita!

Witay szczęśliwa godzino,

Witay zbawienna nowino,

Bądź pochwalony, Dźiś narodzony.

Ciesz się Panno z syna swego,

Pomniąc na sługę grzesznego;

O pożądana radośći!

O zdroiu rayskich słodkośćI!

Bądź przywitany, Jezu kochany.

PIESN TRZECIA

Chrystus się nam narodźił, aby to światu nagrodżił,

W czym nas był stary Adam uszkodźił.

Weselćie się dziatki z ziećiątka małego,

A ukołyście syna Panięńskiego.

Liliii dźiećie, lilili Synaczku Panny Maryyey

Lilili dźiećie, lilili kwiateczku sliczney Liliey

Spiyże dźiećie kochane

Z Maryey na świat wydane

Wi peluszki vbogie związane

Ptaszkowie z piorki vmalowanemi

Uspiyćie dźiecie głoski wesołemi

Nynayże dźiecie, nynayże perło, iutrzenko

Nynayże dźiecie, nynayże nynay, z nieba zesłana.

Czyżyk skacze po żłobie,

A z sianka źiarneczka zobie,

Nie boi się Jezu przy tobie.

Spieway Czyżyku Paniątku małemu,

Nie przerywaiąc senku drzymiącemu;

Liliii dźiećie, lilili wdzięczny moy Anyołeczku

Liliii dźiećie, lilili sliczny moy Fiiałeczku,

Szczygliczek oblatuie,

W iasłeczkach Jezusa czuie

A głoseczkiem wytwornym przepieruie

Wićwierkuy szczygliczku synowi Maryey,

Słucha dziećiątko twoiey melodiey

Nynayże dźiecie, nynayże nynay sliczny rubinie

Nynayże dźiecie, nynayże nynay moy Serafinie

Słowiczki z skowronkami,

Subtelnemi garłeczkami

Krzyknićie ienym głoskiem, Bog znami.

Spieway słowiczku lubeńkie ptaszątko,

Słucha twey chętnie wyczworki dźieciątko

Liliii dźiećie, lilili wonna rayska rożyczko

Liliii dźiećie, lilili rowna zorzy twarzyczko

A źiembeczka krzykliwa,

Niech do Jasłeczek przybywa,

A głoszeczku przyiemnego dobywa;

wyprawuy wzięczne gorgi ma źiembeczko,

Ale tak, żeby spało dźiećiąteczko;

Nynayże dźiecie, nynayże Panny czystey kochanie,

Nynayże dźiecie, nynayże naszych serc radowanie.

Dzierlateczka czubata

Niech do Jasłeczek przylata,

Wktorych leży Jezus pociecha świata!

Nastroy lubego dzierlatko głoseczku;

Śmiecie się dźiecie temu kaptureczku;

Liliii dźiećie, lilili słodka muszkatełeczko

Liliii dźiećie, lilili winne groneczko

Makoląszka rumiana,

Niechay tu zleci na Pana

Ktory leży w jasłkach na trosze siena;

Gray makoląszko w twoie multaneczki,

Niech vśnie dźiećie, niech zmruży oczeczki;

Nynayże dźiecie, nynayże nynay wdźięczne dźiećiątko,

Nynayże dźiecie, nynayże nynay me gołąbiątko.

Spaczku, spasiu kochany,

Niespaczkuy teraz przed Pany,

Gaday, śpieway dźiećiątku naprzemiany!

Mow, Iezus Chrystus z Panny na świat wyszedł,

Pić, jeść, gościowi ktory z nieba przyszedł;

Liliii dźiećie, lilili moy Jezu kochany,

Liliii dźiećie, lilili od wiekow gośćiu żądany.

Senku, luby seneczku,

Cichutko wnidź do Żłobeczku,

A z mruż wdźięczne oczeczki dzieciąteczku.

Spiy o moy Jezu Dyamencie drogi,

Spiyże szmaczniuchno Paniczku ubogi;

Nynayże dźiecie, nynayże z nieba dany Paneczku,

Nynayże dźiecie, nynayże nynay moy kochaneczku.

Już oczeczki swn czuią,

Już sobie nynkę smakuią,

Już powieczki na mrużek się sznuruią;

Już spi dziećątko, spi Jezus mileńki,

Już zamilknićie wesołe ptaszeńki;

Liliii dźiećie, lilili zdrowie serca naszego,

Liliii dźiećie, lilili poćiecho nieba świetnego.

PIESN CZWARTA

Szczodry Wieczor

Bądź pochwalon, Boże w ćielony,

Dla nas w podłym żłobie złożony;

Tyś iest Panem świata wszystkiego,

Choć ćię widzi świat ubogiego,

Ty świat śmiercią odkupisz srogą,

I wyleiesz za nas krew drogą.

Tyś świat stworzył, tyś Bóg wieczności,

Wźiąłeś na się ludzkie krewkośći.

Zawitayze dźiećie kochane,

Dźiś od Krolow udarowane;

My nie złoto tobie oddamy,

Bo Krolewskich darow nie mamy.

Damyć serce pełne miłości,

Pełne wiary, pełne ufnośći;

Przyimisz chętnie co słudzy dają,

Niech ćię wszystkie narody znaią.

Szczodry wieczor, dobry wieczor Krolu niebieski,

Dayże nam dzisia, szczodry wieczor.

PIESN PIĄTA

Chwalmy Boga w ćielonego,

W Bethleem narodzonego;

Y Maryą Matkę iego,

Panią dworu niebieskiego,

Ta zbawienie światu dałą,

Gdy Boga na świat wydała;

Przy poczęciu Panną była,

Y wpanieństwie porodźiła;

Jako słonce przez śkło w chodzi,

A śkłu promień nieszkodźi;

Tak zżywota Panieńskiego,

Wyniknął Syn naywyższego.

Ten związany pieluszkami,

Vległ między bydlętami.

Witay Matko Stworce twego,

Matko narodu ludzkiego;

Z ćiebie Boskie obietnice,

Wyszły iak potok z krynice.

Ty przez Syna Panno twego,

Starłaś łep węża chytrego,;

Tyś Noego gołębica,

Nienaruszona dźiewica,

Trzymasz Syna pokoy żywy,

Jak roszczkę wonney oliwy;

Tyś jest tęcza wszech piękności,

Znak pewny Boskiey litości;

Tyś iest w ogniu krzak źielony,

W ktorym mieszkał Bog w ćielony;

Tyś iest laska Aarona,

w Cudowny kwiat odmłodzona.

Tyś iest runo pełne rosy,

Ktorą spuściły niebiosy;

Tyś prorocka brama ona,

Wiecznym panieństwem zamkniona.

Przez ćię wszedł sam Krol wieczności,

Chcąc odkupić ludzkie złości.

Wszytkieś szczęścia otrzymała,

Gdyś Matką Bożą została.

Niechże bęźie pochwalony,

Bog nasz z ćiebie narodzony.

Ze na Syna dał się tobie,

Y obrał ćię Matką sobie.

Wychowayże Syna twego,

Sprawce zbawienia naszego;

A nas iako źieći swoie,

Racz przyiąc pod skrzydła twoie;

Chwalmy Boga w ćielonego,

Z Maryey narodzonego.

Obraz Męki Jezusowey

Zniewczasow iego Narozenia zebrany

Dopieroś na świat wyszedł Iezu miły,

A iuż ćie zewsząd nędze obstąpiły,

Tak żyć poczynasz, coż gdy konać przyidźie?

Z iakiemi na ćię śmierć trudy wynidźie!

Z Płaczem świat witasz, a oczki perłowe,

Toczą po twarzy krople kryształowe;

O iak y łzami y krwią wszytek spłyniesz!

Gy w krwawym poćie jak wosk się rospłyniesz.

Całuie Matka dziś vsteczka twoie,

A łzy z jago twych zbiera w vsta swoie.

Potym na wdzięczna wźiąwszy całowanie,

Twarzyczka celem plwocinom się stanie.

Teraz ćię w podłe pieluszki związano,

A śianka pod ćię trochę podesłano;

O iaki powroz te rączki skrępuje?

Gdy się złość ludzka na ćie wysforuje.

Drżysz mi od źimna, o kochanie moie!

Parą ćię tylko grzeie bydląt dwoie;

O iakosz zadrżysz! kiey cię nagiego,

Ubiczuią u pręgierza krwawego!

Chuśćinka wiotcha, głowę twą okryła,

Tak mi ćię Jezu, miłość wystroiła;

Czeka ćię wieniec, z ćiernia ościstego,

Y przeniknie aż do mozgu samego!

Teraz ćię prośći pasterze witaią

Y wieyski pokłon, wieyskie dary daią:

Ach iakiemi ćię, uczcą pokłonami,

Gdyć klękaiąc, twarz tłuc będą pięśćiami!

Teraz ći Mataka la lichey wygody

Ledwie v bydląt dostała gospody;

Potym Macocha sroga z domu swego,

Wywlecze ćię Krzyżem obćiążonego!

Teraz ćię Matka, do pierśi przytula,

Y nagość twoię pieluszką otula;

Potym z vbogich szatek odartego,

Przybiją ćię do drzewa Krzyżowego!

Dla posilenia ciałka słabiuchnego,

Przyjmuiesz pokarm z mleka Panieńskiego;

Będźie ta chwila, gdy w śmiertelnym znoiu,

Szkostujesz żołći gorzkiego napoiu!

Ach twardo leżysz; garść śiana ostrego,

Ciśnie członeczki ćiałą rożanego;

Ach, co vczuje w ten czas ćiało święte,

Na strasznym krzyżu gdy będzie rospięte!

Zaczynasz żywot między bydlętami;

Miasto kąpiołki oblałeś twarz łzami;

Między lotrami, potym zawieszony,

Konać będźiesz we krwi wszystek zbroczony!

Tuli ćię Matka, piersić ssać podaie,

Lecz z oczek twoich strumyk nieustaie;

Ach iakie z ćiebie krynice wytrysną!

Gdy ćię jak grono, w praśie Krzyżem ścisną!

Leżysz we żłobie moy kwiateczku drogi,

Takąć kołyskę wystawił świat srogi;

Złożywszy potym z krzyża okrzepłego,

Poniosą ćię do grobu żałosnego.

Wschodzisz moy Iezu, iak szczep koralowy,

Gdy ieszcze z morza niewychyli głowy;

Lecz potym ręką morerską wyrwany,

Zeydźiesz z świata iako koral rumiany.

Ucieczka NASWIETSZEY PANNY, z Synem do Ægyptu,

PIERWSZA CZĘSC

Drugi miesiąc niebo toczy,

Znać Pięćdziesiąt przeszło nocy;

Jak na świat Słowo w ćielone,

Wyszło z Panny narodzone.

Przyszedł Pan do swey rodźiny,

Ach iakiey zażył gośćiny!

Nie miał we wszystkim Bethlemie,

Miejsca Krol nieba y źiemie.

W stayni go Panna powiła,

To pierwsza gospoda była;

W ktorey Syn Oyca wiecznego,

Zażył w czasu niewczesnego.

W żłobie mu dali złożenie,

Ci ktorym on niosł zbawienie;

Między podłemi bydlęty,

Pierwszy miał nocleg Pan Święty.

Ale gdy czterziesta zorza,

Wyniosła dzień światu z morza,

Odprawił ze złej gośćiny,

Do kośćioła przenosiny.

Ztą do Domku Oyczystego,

W nieśie Panna Syna swego;

Aż opowie poseł z nieba,

Że vnosić dźiećie trzeba.

Srogi gniew Heroda złego,

Zawziął się na zdrowie iego,

Y zechce Tyran przeklęty,

Miecz vmoczyć we krwi świętey.

O Panno błogosławiona,

Nad wszystkie Matki vczczona!

Jaka ćię przeięła trwoga,

Gdy ćię ta doszła przestroga.

Sypie Panna łzy perłowe,

A strach vsta purpurowe,

Snieżną zabieli bladością,

Y mowiła tak z żałością;

Komu żeś się Synu drogi

Vprzykrzył? Że się Krol srogi,

Zaostrzył na zgubę twoie,

Dręcząc oraz dusze moie.

Czym ie w tym co przewiniła?

Zem ćię w stayni porodźiła

Aleć dla w czaśiku swego

Nie miałąm mieysca inszego.

Czy kto wźiał za vraz sobie?

Ześ trochę leżał we żłobie;

Dla garstki śiana kupnego,

Ia tracić mam Syna mego?

Ach o Anyołowie mili,

O pokoiuśćie wrożyli!

Oto iakiego pokoia,

Zażywa dziś dusza moia.

Przyszlismy do swey właśćizny,

Asz każ z gardłem zoyczyzny

Vćiekać, y domku swego,

Odbiec dla kogo obcego.

Czy mieysce między pogany

Znaydźiemy? Synu kochany.

Czy kairu łaskawszego,

Doznasz niż Bethlemu swego?

Alboby suppliki w nosić,

Aza się da Krol vprośić?

Ze snadź gniewu pohamuie,

A dźieće gardłem daruie.

Tak nad Synem żałowała

Matka, a w drogę się brała,

Biorąc pieluszki vbogie,

Y powiła dźiećie drogie.

Aż Jozef wedle podwoia

Rzecze stoiąc, Panno moia

Spieszmy się, iuż ośieł stoi,

Bo się wielce serce boi;

Już pułnieba przepędziła

Czarna noc, iuż się skłoniła;

Vchodźmy niż zorza wznidżie,

O zdrowie dźiecięce idźie.

Poki ćiemno czas się ruszyć,

O tyranie szkoda tuszyć;

Syny on własne morduie,

A obcemu iak z folguie?

W śiada Panna na bydlątko,

Jozef iey podał dźieciątko,

Słodki ciężar: idą z domu,

Niezwierzaiąc się nikomu.

Szli drogami niebitemi,

Lecz śćieżkami vstronnemi;

Pozad coraz pogląaiąc,

A pogoni się lękaiąc.

Przez bory, przez bory, przez dzikie lasy,

Szli przez nieźliczne niewczasy;

Aż minęli Bersabeia,

Tam orzeźwili nadzieią.

A mnie co za zbożna chwila,

Na tym mieyscu dziś stawiła?

Zem tropem Panstwa moiego,

Doścignął vchozącego.

Wytayże me swięte Państwo,

Tobie ia całe podaństwo,

Z serdeczną chęcią przynoszę,

Niechcieycie mną gardzić proszę.

Poydę iak szczenie za wami,

Zochotnemi vsługami;

Dotyla pilnować będę,

By gardla zbyc, da was zbędę.

Przynamniey osła waszego,

Strzedź będę czasu nocnego;

Siła nocy przygod rodzą,

Siła one ludziom szkodzą.

Gdzieby tesz zkąd co natarło,

Omnieby się wprzod oparło;

Nie odstąpię kompaniey,

Wnawiętszey melankoliey.

O iak to szczęśliwy ośieł,

Ktory tak skarb drogi nosieł!

Cokolwiek Bog miał drogiego,

Złożył na osła iednego.

Ja ciebie, y dźiećie twoie,

Nośiłbym chętnie oboie;

Niechbym był Panno bydlątkiem,

Bylem ćię nosił z Dżiećiątkiem.

Radbym Panno serce moie,

Kładł pod święte stopy twoie;

A ty iak podnoszka twego,

Vżyłabyś serca mego.

Lecz czas o Jozephie zbożny,

Wychnąć z fatygi podrożny;

Ja Państwo z Osiełka zsadzę,

J tu po Palmą posadzę.

A na znak, niech wiek potomny,

Stawi tu kolos ogromny,

Y niechay to słynie wszęy:

Ze Bog vćiekał tu tędy.

CZĘSC WTORA

Stała Palma krzesłowata,

W lata y w liśćie bogata;

Az ku żiemi roszczochrane

Włosy tocząc rogożane.

Tu się gośćie święći zwiędli,

Y w cieniu Palmowym siedli;

Palma im gospodę dałą,

A dach z rozg żielonych miała.

Tu Panna dźiećie karmiła,

Y w pieluszki przepowiła;

Tu y noc onę przebyli,

Y przed słońcem się schronili.

Modłą Boga pozdrowiwszy,

Y drogę mu poruczywszy,

Maiąc iuż otuchę z nieba,

Rzecze Jozef: iachać trzeba.

Przypiąwszy tedy krzesełka,

Wsiadła Panna na osiełka;

A z rąk Jozefa pilnego,

Wźieła iedynaczka swego

Już idą; a ia Rzym nowy,

Rzeże na skorze palmowey;

Tu idąc między Pogany,

Bog spoczywał spracowany;

Idą przez pustynie sami,

Potaynemi chodnikami;

Gdzie swe głowy Cedr wysoki,

Nieśie nie mal pod obłoki.

Stoią gęsto iodły rosłe,

A z świerkiem sosny wyniosłe,

Słońca w puszczą niepuszczaią,

Y mrok vstawny sprawiaią.

Tam Silen, z koźiorośćiami,

Stoiąc między Cyprisami,

Głowy rogate skłaniali,

A w fletnie Panu zagrali.

Witay (prawi) krolu chwały,

Gośćiu v nas nie bywały;

Vćieszyłeś nasze knieie,

Pustynia się sama śmieie.

Potym łanie z sarneczkami,

Zachodząc drogę stadamy;

Gośćiom się nowym dźiwuią,

Wierzę, Stworcę swego czuią.

Przybiegli y Onagrowie,

Leśnych ośiełkow Synowie,

Y do Osła się zblyżaią,

Drogi bratu pomagaią.

Więc y zaiączkowie mali;

Z kroliczkami się zebrali;

Skacząc z lubemi koćięty,

Znaią iż Pan idźie Swięty.

Y stada ptastwa lotnego,

Gromadno do Pana swego,

Ztąd y z owąd się z lataią,

A po drzewach się z lataią.

A po drzewach ośiadaią.

Tam cukroiedne kanarki,

Tam żółtogarłe ludarki,

Tam słowiczki szaropłowe,

Spiewaią pieśni Maiowe.

Lecz papugi przed wszytkiemi,

Gadały głosy rożnemi,

Chwała Synowi Bożemu,

Do Ægyptu iącemu.

Tam y czarnopiore kosy,

W wiosennemi swiszczą głosy,

Spaczkowie z pstremi dozami,

Wykrzykaią tak: Bog z nami.

Nakoniec Cisy strzeliste,

Y wierzchy Palm rozłożyste,

Aż ku źiemi się chyliły,

Kiedy Pan szedł, czołem biły,

Snadz to same drzewa znały,

Gdy się Panu mosgtem stały,

Ze miał z Thronu drzewianego,

Krolowac Pan świata wszego.

Lecz armo o tey posługi,

Zbieraćie się, iest gay drugi;

Gdżie stoi drzewo wybrane,

Na Thron Panu zgotowane.

CZĘŚĆ TRZECIA

Gdy Phoebus czasu iednego,

Dopędzał kresu swoiego;

Trafili nad spodźiewanie,

Na rozboynicze mieszkanie.

Wśrzod ćiemney pustynie stała,

Straszna, y okropna skała,

A wnieynie widna pieczara,

Y maclochow co niemiara.

Staną gośćie zatrwożeni,

Lecz od Boga vkrzepieni;

Proszą o nocleg zboyczyny

Jako prawey gospodyni.

Tu Gabriel, w ćielonego,

Słowa stroż, y Matki iego;

Serce iędze vłaskawił,

Y luzkośćią ie naprawił.

Skoro Pannę obaczyła

Niewiasta, tak się zmieniła;

Ze sama pocztu Swiętego,

Wprasza do domu swoiego.

Wnidźie tam Panna troskliwa,

A gospodyni chętliwa

Rzecze: z prochu podrożnego

Omyi Pani Syna twego.

Naleie w niecułki wody,

Y cokolwiek do wygody,

Naleść się może iaskini,

Daie chętnie gospodyni.

Zkapiołki Pann wyięła

Dźiećie, aż niwiasta wżięła

Kąpiel: y syna swoiego,

Obmyła skaleczonego.

Bez kostnego Syna miała

Matka, o co się troskała;

Dismas dźiecku imię było,

Ktore w ten czas się zleczyło.

Chłopie zdrowe wyskakuie,

A macierza się raduie;

Tak y w lotrowskiey iaskini,

Panna z synme cuda czyni.

W tym gospodarz ze zdobyczy,

Wniydżie w swoy loch rozboyniczy;

Gdźie widząc syna zdrowego

Pyta się: co to nowego;

Zona rzecze: gośćie mamy,

Ktorzy (lubi ich nieznamy)

Tak nam dobrze vczynili;

Ze nam Syna vzdrowili.

Ta Pani Syna kąpała,

Jak skorom Disme polała,

Tąsz wodą, zaraz się kości

Zrosły; takich mamy gośći.

Nad zwyczay się vraduie

Oćiec, y Pannie dźiękuie;

Cokolwiek ochoty miało,

Serce ono tam wydało.

Acz y Panieńskie wyerzenie,

Przeięło iego sumnienie;

Serce lotrowskie zmiękczyło,

Herodaby nie ruszyło.

Panno niebieskiey uroy,

Do iakiś weszła gospody;

Będźie potomność mawiała,

Ześ v łotrow nocowała.

Lecz iako gdy w padnie w śmieci

Diament, on przećię świeci,

Nie tracąc glansu iasnego,

Dla mieysca niepoczesnego;

Takeś ty z Synem iaśniała,

Gdyś w rozboynym lochu stała;

Y owszem z iaskinie oney,

Kośćioł się stał poświęcony

Aleć i Herod zły wszędźie ,

Hanbę ztąd mieć wieczną bedźie;

Ze którego łotr szanował,

Temu Herod zgubę knował.

Całą noc senku nie miała

Panna, o dźiećie się bała;

Wiedząc, iż źli choć się kaią,

Do złosci wnet się wracaią.

Nazaiutrz, gdy świat odkryło

Słonce, y gwiazdy spędźiło;

Drogę zaczętą konali,

Y za nocleg dźiękowali.

Szedł przy nich on człowiek srogi,

Prowadząc o własney rogi,

Z ktorey byli wyboczyli,

Gdy się gościńcem schronili.

Amnie zas z noclegu tego,

Coś serce wroży smutnego;

Snaź umrze między lotrami,

Ktory nocleg miał z zboycami.

Jednak ku nie zapomnieniu,

Ryię to na tym kamieniu;

Bog władnący Anyołami,

Tu nocował z rozboycami.

CZĘSC CZWARTA

Iuż niebieska Monarchini,

Wychodźi z Synem z pustyni;

Już lepsze się iawią drogi,

Y polne widać odłogi.

Wyszli zpobrzeźia leśnego,

Z chaszczu rzadko przerosłego;

Gdźie na pola Kayrowe,

Wiosna sypie źioła nowe.

Panno y krolowo moia,

Iużesmy pewni pokoia;

Trochęby wythnąć w rownińie,

Niech też Osieł opoczynie.

Bieli się Kayr przed nami,

Z wysokiemi kolossami;

Miasto to ludu wielkiego,

Vtaiem tam Syna twego.

Trochę prze miastem stanąwszy,

Bydlęciu nie co wythnąwszy;

Radźią, żeby gdzie w ustronnym,

Domku stali nieprzestronnym.

Oddawszy Oblubieńcowi

Syna, cnemu Jozefowi,

Panna, iak z bydlęćia z śiadła,

Zaraz na kolana padła.

A wźnioższy oczy perłowe,

Czyni Bogv dźięki nowe;

Ze powodem łaski iego,

Vniosła Syna zdrowego.

Mowiąc: Oycze niestworzony,

W litości nieokreslony;

Mocą twoiego imienia

Vszłam samey śmierci ćienia.

Tyś nas przez Anyoła swego

Vwiodł od Krola srogiego;

Tyś nas bronił w tey pustyni,

Bronił w zboyniczey iaskini.

Niechże chwałą twoia słynie,

Poki dźień za nocą płynie;

Niech ćię wsze narody znaią,

Y na imię twe klękaią.

Lecz iedziem między pogany,

Gdźie sprosne chwalą bałwany;

Kasz to z nieść dla Syna twego,

Według słowa Prorockiego.

Jeszcze modły nieskończyła,

Aż na Ægypt nastąpiła

Nowa plaga; bo bałwany

Padły,iak płot podrąbany,

Iak więc gdy na lasy łomne,

Vderzą wichry ogromne;

A miesiąc grady straśliwe,

Sypią gromy popęliwe.

Lecą sosny, rwą się buki,

A dęby strzaskane w sztuki;

Mnieysze drzewa wywracaią,

Ktore piorony miiaią.

Taki cud godziny ony,

Zbił Ægypskie zabobony;

Poległ z inszwmi bałwany,

Apis cielec z kołatany.

Ta y niegdy wPalestynie,

Za niesieniem Boskiey skrzynie;

Dagonowie vpadali,

Y łbow y ręku stradali.

Swięta Dobrodzieyko moia,

Jak to cudowna moc twoia!

Ono na twe roskazanie,

Ægypt bez bałwanow stanie,

Obiecał to Ægyptowi

Bog, y z iawił Prorokowi;

Ale obietnice swoiey,

Nie zyśćił bez woli twoiey.

Do kairu przyiechawszy

W stronne przedmieśćia się w dawszy;

W proszą się do vbogiego,

Mieszkaniczka śierocego.

Wdowina tam prosta była,

Ktora z prace rąk swych żyła;

Do tey się Panstwo skłoniło,

Y komorne postąpiło.

Kairze iakoś szczęsliwy!

Ze dźiś v ćiebie Bog żywy;

Z Piastunem , y Matką Twoią,

(Cud wielki!) gospodą stoią.

Lecz nie znaiąc Stworce twego,

Niezażywasz szczęśćia tego;

To iednak ku sławie tobie,

Ze Bog vszeł śmierći w tobie.

Szczęśliwe nowośiedliny

Panno, gdżie twoy Syn iedyny,

Choć wszrod ludu Pogańskiego,

Vszedł miecza Tyrańskiego.

Zażyiże gospodze moia,

Pożądanego pokoia;

Dźisiayby z nieba Anyeli,

O pokoiu śpiewać mieli.

Szczęśliwie Synaczka twego

Choway, zdrowie serca mego;

Aleć wizę niemasz sługi,

Zręcznego o twey vsługi.

Mniesz Panno za sługę przyimi,

Ja wwygoami wszelkiemi,

Usługować chętnie będę,

By zdrowia zbydź, rad pozbędę.

A vbogą dusze moię,

Weź za niewolniczkę twoie;

Ta kiedy z ćiła wynidźie,

Niech przy tobie wiecznie bęźie.

Requiem – John Rutter

Współczesny kompozytor brytyjski, blisko związany z rodziną królewską. Pełni więc podobna rolę, jaką Lully i Campra pełnili przy królach Francji. Jest przykładem tego, jak tradycja żyje. Zarówno w życiu, jak i w sztuce. Bo prawdziwa Tradycja, to Tradycja żywa. Takie ma być przesłanie tej serii. Dlatego tą kompozycją tę serię na ten rok zamknę.

Samo Requiem jest przerwane dwoma psalmami po angielsku. Całość jest inspirowana Mszą Żałobną Gabriela Faurego.

György Ligeti – Requiem

Ligeti czerpał inspirację z twórczości Ockeghema, dlatego omawiając Requiem tego ostatniego omawiałem jakiś czas temu, wzmiankując, że jeszcze do niego wrócę. To właśnie jest ten powrót. Requiem Ligetiego jest fragmentaryczne, nie zawiera Sanctus ani Agnus Dei. Nie nadaje się więc do użytku liturgicznego, nie tylko zresztą z tego powodu. Mimo to jest bardzo ciekawym utworem i wartym zamieszczenia tutaj, właśnie ze względu na nawiązania do Ockeghema. Ockeghem i Ligeti tworzą klamrę spinającą ten gatunek muzyczny i dowodzącą jego żywotności.

Jako ciekawostkę warto zauważyć, że utwór został wykorzystany w Odysei kosmicznej Stanleya Kubricka