MELODII DUCHOWNEY
O Narodzeniu Pańskim
PIESN PIERWSZA
Winnice Engadyiskie w kwiat się rozwiły
Żywą wonią zgrzybiały świat odmłodziły
Gdy Syn naywyższego
Dla dobra ludzkiego
W Bethleem na świat wchodźi
Panna go rodźi
Schoway miecz Rayski strożu, powroć do nieba
Już warować Rayskiego Sadu nie trzeba;
O Ray twoy niedbamy
Bo szczęśliwszy mamy
W staience Bethleiemskiej
Jest Ray nie źiemski
W staience kwitnie para kwiećia slicznego
Zaden wiek przeszły nie miał nic podobnego
Jezus, y Marya
Roża y Lilia
Przed iemi Rayskie zioła
W chwast poszły zgoła
Witay rożyczko moia Jezu kochany
Kwitniesz mi choć w pieluszki wiotchezwiązany
Tyś z frasowanego
Radość serca mego
Zapach ożywiaiący
Dusze mdleiącej
Witay niebieski kwiećie, lilio moia
Marya zbawiennego Matko pokoia
Tyś słodkość serdeczna
Tyś poćiecha wieczna
Wonia mnie twey wdzięcznośći
Czerstwi w miłośći
Tyś jest drzewo żywota Panno wiecznego
Syn twoy sczerem owocem zbawienia mego
Wszystkie smaki maćie
Dusze ożywiaćie
Smierć temu nie panuie
Kto was smakuje
O staieneczko droga, żłobie sczęśliwy!
Z ćiebie dźiś Rayskich poćiech płynie zdroy żywy;
Tyś iest pierwsze łoże,
W ktorym ćiało Boże,
Gdy się na świat wydało,
W czasik swoy miało.
O śianko! ô pośćiołko Krola wiecznego!
Na tobie Jezus zażył senku pierwszego;
Wszech kwiatkow pięknośći’
Wszystkich źioł wonności,
Zwięłyście gdy na śienie
Bog ma złożenie.
Lecz dosyć Panno stayni, dosyć żłobowi;
Że pierwsze stanie dały Zbawicielowi;
Ja do mey gospody,
Dla lepszey wygody,
Proszę do serca mego,
Wnieś Syna twego.
Przyprowadz cny Jozefie do mnie twe Pany;
Niech we mnie mieszka z Matką Jezus kochany;
Ja na serce moie,
Puszczę z oczu zdroie,
Y cokolwiek w nim brzytko,
Omyie wszystko.
Kwitniyże w sercu moim. ô Jezu drogi!
Niech ztobą Panno kwitnie, duch moy ubogi;
Gdy śmierć ćiało skruszy,
Nieday więdnąć duszy;
Gdy tu z tobą zostanie,
Raiem się stanie.
PIESN DRUGA
Dziś z żywota panieńskiego,
Wyszedł Syn Oyca wiecznego
Witay szczęśliwa godzino,
Witay zbawienna nowino,
Bądź przywitany, Iezu kochany.
Jak promien bez kryształ wchodzi
Tak się Chrystus z Panny rodźi;
O pożądana radośći!
O zdroiu rayskich słodkośćI!
Bądź pozdrowiony, dźiś narodzony.
Panna Synaczka piastuie
I mlekiem go swymczęstuie;
Witay szczęśliwa godzino,
Witay zbawienna nowino,
Bądź pochwalony, Boże wćielony,
Na garztce śiana suchego,
Składa Panna Syna swego
O pożądana radośći!
O zdroiu rayskich słodkośćI!
Bądź przywitany, Jezu kochany.
Jak mądrość ćiałem pokryta,
Z światem śię w staience wita!
Witay szczęśliwa godzino,
Witay zbawienna nowino,
Bądź pochwalony, Dźiś narodzony.
Ciesz się Panno z syna swego,
Pomniąc na sługę grzesznego;
O pożądana radośći!
O zdroiu rayskich słodkośćI!
Bądź przywitany, Jezu kochany.
PIESN TRZECIA
Chrystus się nam narodźił, aby to światu nagrodżił,
W czym nas był stary Adam uszkodźił.
Weselćie się dziatki z ziećiątka małego,
A ukołyście syna Panięńskiego.
Liliii dźiećie, lilili Synaczku Panny Maryyey
Lilili dźiećie, lilili kwiateczku sliczney Liliey
Spiyże dźiećie kochane
Z Maryey na świat wydane
Wi peluszki vbogie związane
Ptaszkowie z piorki vmalowanemi
Uspiyćie dźiecie głoski wesołemi
Nynayże dźiecie, nynayże perło, iutrzenko
Nynayże dźiecie, nynayże nynay, z nieba zesłana.
Czyżyk skacze po żłobie,
A z sianka źiarneczka zobie,
Nie boi się Jezu przy tobie.
Spieway Czyżyku Paniątku małemu,
Nie przerywaiąc senku drzymiącemu;
Liliii dźiećie, lilili wdzięczny moy Anyołeczku
Liliii dźiećie, lilili sliczny moy Fiiałeczku,
Szczygliczek oblatuie,
W iasłeczkach Jezusa czuie
A głoseczkiem wytwornym przepieruie
Wićwierkuy szczygliczku synowi Maryey,
Słucha dziećiątko twoiey melodiey
Nynayże dźiecie, nynayże nynay sliczny rubinie
Nynayże dźiecie, nynayże nynay moy Serafinie
Słowiczki z skowronkami,
Subtelnemi garłeczkami
Krzyknićie ienym głoskiem, Bog znami.
Spieway słowiczku lubeńkie ptaszątko,
Słucha twey chętnie wyczworki dźieciątko
Liliii dźiećie, lilili wonna rayska rożyczko
Liliii dźiećie, lilili rowna zorzy twarzyczko
A źiembeczka krzykliwa,
Niech do Jasłeczek przybywa,
A głoszeczku przyiemnego dobywa;
wyprawuy wzięczne gorgi ma źiembeczko,
Ale tak, żeby spało dźiećiąteczko;
Nynayże dźiecie, nynayże Panny czystey kochanie,
Nynayże dźiecie, nynayże naszych serc radowanie.
Dzierlateczka czubata
Niech do Jasłeczek przylata,
Wktorych leży Jezus pociecha świata!
Nastroy lubego dzierlatko głoseczku;
Śmiecie się dźiecie temu kaptureczku;
Liliii dźiećie, lilili słodka muszkatełeczko
Liliii dźiećie, lilili winne groneczko
Makoląszka rumiana,
Niechay tu zleci na Pana
Ktory leży w jasłkach na trosze siena;
Gray makoląszko w twoie multaneczki,
Niech vśnie dźiećie, niech zmruży oczeczki;
Nynayże dźiecie, nynayże nynay wdźięczne dźiećiątko,
Nynayże dźiecie, nynayże nynay me gołąbiątko.
Spaczku, spasiu kochany,
Niespaczkuy teraz przed Pany,
Gaday, śpieway dźiećiątku naprzemiany!
Mow, Iezus Chrystus z Panny na świat wyszedł,
Pić, jeść, gościowi ktory z nieba przyszedł;
Liliii dźiećie, lilili moy Jezu kochany,
Liliii dźiećie, lilili od wiekow gośćiu żądany.
Senku, luby seneczku,
Cichutko wnidź do Żłobeczku,
A z mruż wdźięczne oczeczki dzieciąteczku.
Spiy o moy Jezu Dyamencie drogi,
Spiyże szmaczniuchno Paniczku ubogi;
Nynayże dźiecie, nynayże z nieba dany Paneczku,
Nynayże dźiecie, nynayże nynay moy kochaneczku.
Już oczeczki swn czuią,
Już sobie nynkę smakuią,
Już powieczki na mrużek się sznuruią;
Już spi dziećątko, spi Jezus mileńki,
Już zamilknićie wesołe ptaszeńki;
Liliii dźiećie, lilili zdrowie serca naszego,
Liliii dźiećie, lilili poćiecho nieba świetnego.
PIESN CZWARTA
Szczodry Wieczor
Bądź pochwalon, Boże w ćielony,
Dla nas w podłym żłobie złożony;
Tyś iest Panem świata wszystkiego,
Choć ćię widzi świat ubogiego,
Ty świat śmiercią odkupisz srogą,
I wyleiesz za nas krew drogą.
Tyś świat stworzył, tyś Bóg wieczności,
Wźiąłeś na się ludzkie krewkośći.
Zawitayze dźiećie kochane,
Dźiś od Krolow udarowane;
My nie złoto tobie oddamy,
Bo Krolewskich darow nie mamy.
Damyć serce pełne miłości,
Pełne wiary, pełne ufnośći;
Przyimisz chętnie co słudzy dają,
Niech ćię wszystkie narody znaią.
Szczodry wieczor, dobry wieczor Krolu niebieski,
Dayże nam dzisia, szczodry wieczor.
PIESN PIĄTA
Chwalmy Boga w ćielonego,
W Bethleem narodzonego;
Y Maryą Matkę iego,
Panią dworu niebieskiego,
Ta zbawienie światu dałą,
Gdy Boga na świat wydała;
Przy poczęciu Panną była,
Y wpanieństwie porodźiła;
Jako słonce przez śkło w chodzi,
A śkłu promień nieszkodźi;
Tak zżywota Panieńskiego,
Wyniknął Syn naywyższego.
Ten związany pieluszkami,
Vległ między bydlętami.
Witay Matko Stworce twego,
Matko narodu ludzkiego;
Z ćiebie Boskie obietnice,
Wyszły iak potok z krynice.
Ty przez Syna Panno twego,
Starłaś łep węża chytrego,;
Tyś Noego gołębica,
Nienaruszona dźiewica,
Trzymasz Syna pokoy żywy,
Jak roszczkę wonney oliwy;
Tyś jest tęcza wszech piękności,
Znak pewny Boskiey litości;
Tyś iest w ogniu krzak źielony,
W ktorym mieszkał Bog w ćielony;
Tyś iest laska Aarona,
w Cudowny kwiat odmłodzona.
Tyś iest runo pełne rosy,
Ktorą spuściły niebiosy;
Tyś prorocka brama ona,
Wiecznym panieństwem zamkniona.
Przez ćię wszedł sam Krol wieczności,
Chcąc odkupić ludzkie złości.
Wszytkieś szczęścia otrzymała,
Gdyś Matką Bożą została.
Niechże bęźie pochwalony,
Bog nasz z ćiebie narodzony.
Ze na Syna dał się tobie,
Y obrał ćię Matką sobie.
Wychowayże Syna twego,
Sprawce zbawienia naszego;
A nas iako źieći swoie,
Racz przyiąc pod skrzydła twoie;
Chwalmy Boga w ćielonego,
Z Maryey narodzonego.
Obraz Męki Jezusowey
Zniewczasow iego Narozenia zebrany
Dopieroś na świat wyszedł Iezu miły,
A iuż ćie zewsząd nędze obstąpiły,
Tak żyć poczynasz, coż gdy konać przyidźie?
Z iakiemi na ćię śmierć trudy wynidźie!
Z Płaczem świat witasz, a oczki perłowe,
Toczą po twarzy krople kryształowe;
O iak y łzami y krwią wszytek spłyniesz!
Gy w krwawym poćie jak wosk się rospłyniesz.
Całuie Matka dziś vsteczka twoie,
A łzy z jago twych zbiera w vsta swoie.
Potym na wdzięczna wźiąwszy całowanie,
Twarzyczka celem plwocinom się stanie.
Teraz ćię w podłe pieluszki związano,
A śianka pod ćię trochę podesłano;
O iaki powroz te rączki skrępuje?
Gdy się złość ludzka na ćie wysforuje.
Drżysz mi od źimna, o kochanie moie!
Parą ćię tylko grzeie bydląt dwoie;
O iakosz zadrżysz! kiey cię nagiego,
Ubiczuią u pręgierza krwawego!
Chuśćinka wiotcha, głowę twą okryła,
Tak mi ćię Jezu, miłość wystroiła;
Czeka ćię wieniec, z ćiernia ościstego,
Y przeniknie aż do mozgu samego!
Teraz ćię prośći pasterze witaią
Y wieyski pokłon, wieyskie dary daią:
Ach iakiemi ćię, uczcą pokłonami,
Gdyć klękaiąc, twarz tłuc będą pięśćiami!
Teraz ći Mataka la lichey wygody
Ledwie v bydląt dostała gospody;
Potym Macocha sroga z domu swego,
Wywlecze ćię Krzyżem obćiążonego!
Teraz ćię Matka, do pierśi przytula,
Y nagość twoię pieluszką otula;
Potym z vbogich szatek odartego,
Przybiją ćię do drzewa Krzyżowego!
Dla posilenia ciałka słabiuchnego,
Przyjmuiesz pokarm z mleka Panieńskiego;
Będźie ta chwila, gdy w śmiertelnym znoiu,
Szkostujesz żołći gorzkiego napoiu!
Ach twardo leżysz; garść śiana ostrego,
Ciśnie członeczki ćiałą rożanego;
Ach, co vczuje w ten czas ćiało święte,
Na strasznym krzyżu gdy będzie rospięte!
Zaczynasz żywot między bydlętami;
Miasto kąpiołki oblałeś twarz łzami;
Między lotrami, potym zawieszony,
Konać będźiesz we krwi wszystek zbroczony!
Tuli ćię Matka, piersić ssać podaie,
Lecz z oczek twoich strumyk nieustaie;
Ach iakie z ćiebie krynice wytrysną!
Gdy ćię jak grono, w praśie Krzyżem ścisną!
Leżysz we żłobie moy kwiateczku drogi,
Takąć kołyskę wystawił świat srogi;
Złożywszy potym z krzyża okrzepłego,
Poniosą ćię do grobu żałosnego.
Wschodzisz moy Iezu, iak szczep koralowy,
Gdy ieszcze z morza niewychyli głowy;
Lecz potym ręką morerską wyrwany,
Zeydźiesz z świata iako koral rumiany.
Ucieczka NASWIETSZEY PANNY, z Synem do Ægyptu,
PIERWSZA CZĘSC
Drugi miesiąc niebo toczy,
Znać Pięćdziesiąt przeszło nocy;
Jak na świat Słowo w ćielone,
Wyszło z Panny narodzone.
Przyszedł Pan do swey rodźiny,
Ach iakiey zażył gośćiny!
Nie miał we wszystkim Bethlemie,
Miejsca Krol nieba y źiemie.
W stayni go Panna powiła,
To pierwsza gospoda była;
W ktorey Syn Oyca wiecznego,
Zażył w czasu niewczesnego.
W żłobie mu dali złożenie,
Ci ktorym on niosł zbawienie;
Między podłemi bydlęty,
Pierwszy miał nocleg Pan Święty.
Ale gdy czterziesta zorza,
Wyniosła dzień światu z morza,
Odprawił ze złej gośćiny,
Do kośćioła przenosiny.
Ztą do Domku Oyczystego,
W nieśie Panna Syna swego;
Aż opowie poseł z nieba,
Że vnosić dźiećie trzeba.
Srogi gniew Heroda złego,
Zawziął się na zdrowie iego,
Y zechce Tyran przeklęty,
Miecz vmoczyć we krwi świętey.
O Panno błogosławiona,
Nad wszystkie Matki vczczona!
Jaka ćię przeięła trwoga,
Gdy ćię ta doszła przestroga.
Sypie Panna łzy perłowe,
A strach vsta purpurowe,
Snieżną zabieli bladością,
Y mowiła tak z żałością;
Komu żeś się Synu drogi
Vprzykrzył? Że się Krol srogi,
Zaostrzył na zgubę twoie,
Dręcząc oraz dusze moie.
Czym ie w tym co przewiniła?
Zem ćię w stayni porodźiła
Aleć dla w czaśiku swego
Nie miałąm mieysca inszego.
Czy kto wźiał za vraz sobie?
Ześ trochę leżał we żłobie;
Dla garstki śiana kupnego,
Ia tracić mam Syna mego?
Ach o Anyołowie mili,
O pokoiuśćie wrożyli!
Oto iakiego pokoia,
Zażywa dziś dusza moia.
Przyszlismy do swey właśćizny,
Asz każ z gardłem zoyczyzny
Vćiekać, y domku swego,
Odbiec dla kogo obcego.
Czy mieysce między pogany
Znaydźiemy? Synu kochany.
Czy kairu łaskawszego,
Doznasz niż Bethlemu swego?
Alboby suppliki w nosić,
Aza się da Krol vprośić?
Ze snadź gniewu pohamuie,
A dźieće gardłem daruie.
Tak nad Synem żałowała
Matka, a w drogę się brała,
Biorąc pieluszki vbogie,
Y powiła dźiećie drogie.
Aż Jozef wedle podwoia
Rzecze stoiąc, Panno moia
Spieszmy się, iuż ośieł stoi,
Bo się wielce serce boi;
Już pułnieba przepędziła
Czarna noc, iuż się skłoniła;
Vchodźmy niż zorza wznidżie,
O zdrowie dźiecięce idźie.
Poki ćiemno czas się ruszyć,
O tyranie szkoda tuszyć;
Syny on własne morduie,
A obcemu iak z folguie?
W śiada Panna na bydlątko,
Jozef iey podał dźieciątko,
Słodki ciężar: idą z domu,
Niezwierzaiąc się nikomu.
Szli drogami niebitemi,
Lecz śćieżkami vstronnemi;
Pozad coraz pogląaiąc,
A pogoni się lękaiąc.
Przez bory, przez bory, przez dzikie lasy,
Szli przez nieźliczne niewczasy;
Aż minęli Bersabeia,
Tam orzeźwili nadzieią.
A mnie co za zbożna chwila,
Na tym mieyscu dziś stawiła?
Zem tropem Panstwa moiego,
Doścignął vchozącego.
Wytayże me swięte Państwo,
Tobie ia całe podaństwo,
Z serdeczną chęcią przynoszę,
Niechcieycie mną gardzić proszę.
Poydę iak szczenie za wami,
Zochotnemi vsługami;
Dotyla pilnować będę,
By gardla zbyc, da was zbędę.
Przynamniey osła waszego,
Strzedź będę czasu nocnego;
Siła nocy przygod rodzą,
Siła one ludziom szkodzą.
Gdzieby tesz zkąd co natarło,
Omnieby się wprzod oparło;
Nie odstąpię kompaniey,
Wnawiętszey melankoliey.
O iak to szczęśliwy ośieł,
Ktory tak skarb drogi nosieł!
Cokolwiek Bog miał drogiego,
Złożył na osła iednego.
Ja ciebie, y dźiećie twoie,
Nośiłbym chętnie oboie;
Niechbym był Panno bydlątkiem,
Bylem ćię nosił z Dżiećiątkiem.
Radbym Panno serce moie,
Kładł pod święte stopy twoie;
A ty iak podnoszka twego,
Vżyłabyś serca mego.
Lecz czas o Jozephie zbożny,
Wychnąć z fatygi podrożny;
Ja Państwo z Osiełka zsadzę,
J tu po Palmą posadzę.
A na znak, niech wiek potomny,
Stawi tu kolos ogromny,
Y niechay to słynie wszęy:
Ze Bog vćiekał tu tędy.
CZĘSC WTORA
Stała Palma krzesłowata,
W lata y w liśćie bogata;
Az ku żiemi roszczochrane
Włosy tocząc rogożane.
Tu się gośćie święći zwiędli,
Y w cieniu Palmowym siedli;
Palma im gospodę dałą,
A dach z rozg żielonych miała.
Tu Panna dźiećie karmiła,
Y w pieluszki przepowiła;
Tu y noc onę przebyli,
Y przed słońcem się schronili.
Modłą Boga pozdrowiwszy,
Y drogę mu poruczywszy,
Maiąc iuż otuchę z nieba,
Rzecze Jozef: iachać trzeba.
Przypiąwszy tedy krzesełka,
Wsiadła Panna na osiełka;
A z rąk Jozefa pilnego,
Wźieła iedynaczka swego
Już idą; a ia Rzym nowy,
Rzeże na skorze palmowey;
Tu idąc między Pogany,
Bog spoczywał spracowany;
Idą przez pustynie sami,
Potaynemi chodnikami;
Gdzie swe głowy Cedr wysoki,
Nieśie nie mal pod obłoki.
Stoią gęsto iodły rosłe,
A z świerkiem sosny wyniosłe,
Słońca w puszczą niepuszczaią,
Y mrok vstawny sprawiaią.
Tam Silen, z koźiorośćiami,
Stoiąc między Cyprisami,
Głowy rogate skłaniali,
A w fletnie Panu zagrali.
Witay (prawi) krolu chwały,
Gośćiu v nas nie bywały;
Vćieszyłeś nasze knieie,
Pustynia się sama śmieie.
Potym łanie z sarneczkami,
Zachodząc drogę stadamy;
Gośćiom się nowym dźiwuią,
Wierzę, Stworcę swego czuią.
Przybiegli y Onagrowie,
Leśnych ośiełkow Synowie,
Y do Osła się zblyżaią,
Drogi bratu pomagaią.
Więc y zaiączkowie mali;
Z kroliczkami się zebrali;
Skacząc z lubemi koćięty,
Znaią iż Pan idźie Swięty.
Y stada ptastwa lotnego,
Gromadno do Pana swego,
Ztąd y z owąd się z lataią,
A po drzewach się z lataią.
A po drzewach ośiadaią.
Tam cukroiedne kanarki,
Tam żółtogarłe ludarki,
Tam słowiczki szaropłowe,
Spiewaią pieśni Maiowe.
Lecz papugi przed wszytkiemi,
Gadały głosy rożnemi,
Chwała Synowi Bożemu,
Do Ægyptu iącemu.
Tam y czarnopiore kosy,
W wiosennemi swiszczą głosy,
Spaczkowie z pstremi dozami,
Wykrzykaią tak: Bog z nami.
Nakoniec Cisy strzeliste,
Y wierzchy Palm rozłożyste,
Aż ku źiemi się chyliły,
Kiedy Pan szedł, czołem biły,
Snadz to same drzewa znały,
Gdy się Panu mosgtem stały,
Ze miał z Thronu drzewianego,
Krolowac Pan świata wszego.
Lecz armo o tey posługi,
Zbieraćie się, iest gay drugi;
Gdżie stoi drzewo wybrane,
Na Thron Panu zgotowane.
CZĘŚĆ TRZECIA
Gdy Phoebus czasu iednego,
Dopędzał kresu swoiego;
Trafili nad spodźiewanie,
Na rozboynicze mieszkanie.
Wśrzod ćiemney pustynie stała,
Straszna, y okropna skała,
A wnieynie widna pieczara,
Y maclochow co niemiara.
Staną gośćie zatrwożeni,
Lecz od Boga vkrzepieni;
Proszą o nocleg zboyczyny
Jako prawey gospodyni.
Tu Gabriel, w ćielonego,
Słowa stroż, y Matki iego;
Serce iędze vłaskawił,
Y luzkośćią ie naprawił.
Skoro Pannę obaczyła
Niewiasta, tak się zmieniła;
Ze sama pocztu Swiętego,
Wprasza do domu swoiego.
Wnidźie tam Panna troskliwa,
A gospodyni chętliwa
Rzecze: z prochu podrożnego
Omyi Pani Syna twego.
Naleie w niecułki wody,
Y cokolwiek do wygody,
Naleść się może iaskini,
Daie chętnie gospodyni.
Zkapiołki Pann wyięła
Dźiećie, aż niwiasta wżięła
Kąpiel: y syna swoiego,
Obmyła skaleczonego.
Bez kostnego Syna miała
Matka, o co się troskała;
Dismas dźiecku imię było,
Ktore w ten czas się zleczyło.
Chłopie zdrowe wyskakuie,
A macierza się raduie;
Tak y w lotrowskiey iaskini,
Panna z synme cuda czyni.
W tym gospodarz ze zdobyczy,
Wniydżie w swoy loch rozboyniczy;
Gdźie widząc syna zdrowego
Pyta się: co to nowego;
Zona rzecze: gośćie mamy,
Ktorzy (lubi ich nieznamy)
Tak nam dobrze vczynili;
Ze nam Syna vzdrowili.
Ta Pani Syna kąpała,
Jak skorom Disme polała,
Tąsz wodą, zaraz się kości
Zrosły; takich mamy gośći.
Nad zwyczay się vraduie
Oćiec, y Pannie dźiękuie;
Cokolwiek ochoty miało,
Serce ono tam wydało.
Acz y Panieńskie wyerzenie,
Przeięło iego sumnienie;
Serce lotrowskie zmiękczyło,
Herodaby nie ruszyło.
Panno niebieskiey uroy,
Do iakiś weszła gospody;
Będźie potomność mawiała,
Ześ v łotrow nocowała.
Lecz iako gdy w padnie w śmieci
Diament, on przećię świeci,
Nie tracąc glansu iasnego,
Dla mieysca niepoczesnego;
Takeś ty z Synem iaśniała,
Gdyś w rozboynym lochu stała;
Y owszem z iaskinie oney,
Kośćioł się stał poświęcony
Aleć i Herod zły wszędźie ,
Hanbę ztąd mieć wieczną bedźie;
Ze którego łotr szanował,
Temu Herod zgubę knował.
Całą noc senku nie miała
Panna, o dźiećie się bała;
Wiedząc, iż źli choć się kaią,
Do złosci wnet się wracaią.
Nazaiutrz, gdy świat odkryło
Słonce, y gwiazdy spędźiło;
Drogę zaczętą konali,
Y za nocleg dźiękowali.
Szedł przy nich on człowiek srogi,
Prowadząc o własney rogi,
Z ktorey byli wyboczyli,
Gdy się gościńcem schronili.
Amnie zas z noclegu tego,
Coś serce wroży smutnego;
Snaź umrze między lotrami,
Ktory nocleg miał z zboycami.
Jednak ku nie zapomnieniu,
Ryię to na tym kamieniu;
Bog władnący Anyołami,
Tu nocował z rozboycami.
CZĘSC CZWARTA
Iuż niebieska Monarchini,
Wychodźi z Synem z pustyni;
Już lepsze się iawią drogi,
Y polne widać odłogi.
Wyszli zpobrzeźia leśnego,
Z chaszczu rzadko przerosłego;
Gdźie na pola Kayrowe,
Wiosna sypie źioła nowe.
Panno y krolowo moia,
Iużesmy pewni pokoia;
Trochęby wythnąć w rownińie,
Niech też Osieł opoczynie.
Bieli się Kayr przed nami,
Z wysokiemi kolossami;
Miasto to ludu wielkiego,
Vtaiem tam Syna twego.
Trochę prze miastem stanąwszy,
Bydlęciu nie co wythnąwszy;
Radźią, żeby gdzie w ustronnym,
Domku stali nieprzestronnym.
Oddawszy Oblubieńcowi
Syna, cnemu Jozefowi,
Panna, iak z bydlęćia z śiadła,
Zaraz na kolana padła.
A wźnioższy oczy perłowe,
Czyni Bogv dźięki nowe;
Ze powodem łaski iego,
Vniosła Syna zdrowego.
Mowiąc: Oycze niestworzony,
W litości nieokreslony;
Mocą twoiego imienia
Vszłam samey śmierci ćienia.
Tyś nas przez Anyoła swego
Vwiodł od Krola srogiego;
Tyś nas bronił w tey pustyni,
Bronił w zboyniczey iaskini.
Niechże chwałą twoia słynie,
Poki dźień za nocą płynie;
Niech ćię wsze narody znaią,
Y na imię twe klękaią.
Lecz iedziem między pogany,
Gdźie sprosne chwalą bałwany;
Kasz to z nieść dla Syna twego,
Według słowa Prorockiego.
Jeszcze modły nieskończyła,
Aż na Ægypt nastąpiła
Nowa plaga; bo bałwany
Padły,iak płot podrąbany,
Iak więc gdy na lasy łomne,
Vderzą wichry ogromne;
A miesiąc grady straśliwe,
Sypią gromy popęliwe.
Lecą sosny, rwą się buki,
A dęby strzaskane w sztuki;
Mnieysze drzewa wywracaią,
Ktore piorony miiaią.
Taki cud godziny ony,
Zbił Ægypskie zabobony;
Poległ z inszwmi bałwany,
Apis cielec z kołatany.
Ta y niegdy wPalestynie,
Za niesieniem Boskiey skrzynie;
Dagonowie vpadali,
Y łbow y ręku stradali.
Swięta Dobrodzieyko moia,
Jak to cudowna moc twoia!
Ono na twe roskazanie,
Ægypt bez bałwanow stanie,
Obiecał to Ægyptowi
Bog, y z iawił Prorokowi;
Ale obietnice swoiey,
Nie zyśćił bez woli twoiey.
Do kairu przyiechawszy
W stronne przedmieśćia się w dawszy;
W proszą się do vbogiego,
Mieszkaniczka śierocego.
Wdowina tam prosta była,
Ktora z prace rąk swych żyła;
Do tey się Panstwo skłoniło,
Y komorne postąpiło.
Kairze iakoś szczęsliwy!
Ze dźiś v ćiebie Bog żywy;
Z Piastunem , y Matką Twoią,
(Cud wielki!) gospodą stoią.
Lecz nie znaiąc Stworce twego,
Niezażywasz szczęśćia tego;
To iednak ku sławie tobie,
Ze Bog vszeł śmierći w tobie.
Szczęśliwe nowośiedliny
Panno, gdżie twoy Syn iedyny,
Choć wszrod ludu Pogańskiego,
Vszedł miecza Tyrańskiego.
Zażyiże gospodze moia,
Pożądanego pokoia;
Dźisiayby z nieba Anyeli,
O pokoiu śpiewać mieli.
Szczęśliwie Synaczka twego
Choway, zdrowie serca mego;
Aleć wizę niemasz sługi,
Zręcznego o twey vsługi.
Mniesz Panno za sługę przyimi,
Ja wwygoami wszelkiemi,
Usługować chętnie będę,
By zdrowia zbydź, rad pozbędę.
A vbogą dusze moię,
Weź za niewolniczkę twoie;
Ta kiedy z ćiła wynidźie,
Niech przy tobie wiecznie bęźie.