
Wymienione wyżej tańce znane były w środowisku szlacheckim. Chłopi mieli własne tańce: oberek, mazur, kujawiak. (Chwalba, 2005, s. 169). Z biegiem czasu następowała obustronna dyfuzja między tańcami szlacheckimi i chłopskimi. Szlachecki polonez przeniknął do ludu jako chodzony, a mazur, oberek i krakowiak do szlacheckiego tańca złożonego zwanego okrągłym, który można by uznać za rodzaj suity, a raczej tego co na zachodzie suitę poprzedzało, bo przecież utwór ten wywodzi się ze złożonego tańca. Wspomniany zaś okrągły zaczynał się i kończył polonezem, miedzy zaś tymi krańcowymi częściami pojawiały się wspomniane tańce ludowe(Gloger, 1972, s.356).
Odrębne zarówno od chłopskich, jak i szlacheckich tańców mieli rzemieślnicy. Były to bardzo ciekawe kompozycje choreograficzne, naśladowały bowiem ruchy zawodowe danej profesji. Tu dyfuzja międzycechowa była znaczna. Szewcy często tańczyli „kowala”, a kowale „szewca”. (ibidem) Również spośród tych tańców niektóre trafiły do eklektycznej kultury szlacheckiej. W przytaczanym wyżej wyliczeniu z barokowej broszury wymieniony jest „kowal”, co dowodzi tej dyfuzji dobitnie. Jeszcze inne były tańce mniejszościowych grup etnicznych, wśród których wyróżniali się Żydzi, nie znający tańca w parach. (Chwalba, 2005, s. 169). Jak słusznie zauważa Kuchowicz uwagi cudzoziemców co do skromności polskich były prawdziwe tylko w odniesieniu do uroczystych balów, w których obcokrajowcom dane było uczestniczyć (Kuchowicz 1975; s. 464). Po karczmach tańczono z większą dozą cielesnego kontaktu i bardziej żywiołowo, jednak i tym tańcom daleko było do najbardziej wynaturzonych wynalazków francuskich takich jak wspomniana wyżej wolta.
Obraz tańców w naszym kraju zaczął się zmieniać w wieku XVIII wraz z balami maskowymi zwanymi redutami. Po raz kolejny okazało się, że maski bardziej sprzyjają rozpuście i innym grzechom. Opisuje to ks. Kitowicz:
Na złamanie wstydu młodzi ludzie mieli inny sposób: prócz salów i pokojów publicznych, dla całej kompanii otwartych, antreprenerowie zachowywali pokoje osobne pod swoimi kluczami. Kawaler umaskowany prosił o klucz do osobnego pokoju, dał od niego pięć, sześć i więcej czerwonych złotych powiadając, że chce w osobności wypić butelkę z przyjacielem lub w karty pograć. Antreprener (organizator balu- przypis AR) nie wchodząc w roztrząsanie tego interesu-bo go dobrze rozumiał i był do niego ministrem-dawał klucz, kawaler osobę namówioną, pokręciwszy się z nią tam i sam po salach i pokojach otwartych, nieznacznie wprowadził do tego, od którego miał klucz, na który się zamknęli i odprawiwszy konferencją do kompanii powracali. To tylko było w redutach, co się złym i niegodziwym nazwać mogło, lubo nie wypadało z układu redut, ale szczególnym było wymysłem antreprenerów dla zysku swego i nie miało placu, tylko w jednej Warszawie, gdzie obszerne pałace dla redut najmowano. Inne wszystkie zabawy były uczciwe, a i ta, co za kluczem, tylko z samej suspicji za złą osądzona. (Kitowicz 1951; s. 582-89)
Warto zauważyć, że autor potępia tylko rozpustę na balach, nie zaś same bale.
Drugie życie tańców
O znaczeniu tańców w kulturze staropolskiej świadczy między innymi ich wtórny obieg kulturowy. Mam tu na myśli przede wszystkim przedostawanie się tańców do muzyki religijnej, do pieśni kościelnych, zwłaszcza zaś do kolęd. W tych ostatnich można wysłyszeć różne polskie tańce. Najwięcej jest polonezów: Bóg się rodzi, Pójdźmy wszyscy do stajenki, Tryumfy Króla Niebieskiego, czy W żłobie leży. Zdarzały się też mazurki, krakowiaki, dumki, sarabandy i menuety. Kolęda Anieli w niebie śpiewają opiera się na starym, dziś już zapomnianym tańcu Maruska, zwanym także Morisca, pochodzącym z południa Europy. (Mizgalski 1959; s. 249) Przeniknięcie tańców do kolęd świadczy dobitnie, ze krytyka tańców prowadzona przez kontrreformacyjnych kaznodziejów nie była wojna Kościoła z tańcami towarzyskimi. Gdyby bowiem nią była, Kościół nie zgodziłby się na przeniknięcie melodii tanecznych do liturgii.
Tematyka tańców staropolskich jest niezwykle obszerna, nie sposób jej więc szczegółowo omówić w krótkim artykule. Nie było to też moim zamiarem, nie posiadam zresztą do realizacji tego celu odpowiednich kompetencji. Nie jestem bowiem historykiem muzyki, a antropologiem kultury. Skupiłem się więc na określeniu miejsca, jakie tańce towarzyskie miały w życiu kulturalnym pierwszej Rzeczypospolitej. Mam nadzieję, że chociaż częściowo się z tego zadania wywiązałem.
LITERATURA
Gloger Zygmunt; Encyklopedia staropolska ilustrowana; Tom IV; Warszawa 1972
Chwalba Andrzej (red.); Obyczaje w Polsce; Warszawa 2005
Wiślicz Tomasz; Zarobić na duszne zbawienie; Warszawa 2001
Huizinga Johan; Jesień średniowiecza; Warszawa 2005
Bystroń Jan Stanisław; Dzieje obyczajów w dawnej Polsce; Warszawa 1960
Kuchowicz Zbigniew; Obyczaje staropolskie; Łódź 1975
Mizgalski Gerard Ks.; Podręczna encyklopedia muzyki kościelnej; Poznań- Warszawa-Lublin 1959
Kitowicz Jędrzej Ks.; Opis obyczajów za panowania Augusta III, Wrocław 1951
Powyższy artykuł zaostał pierwotnie opublikowany w numerze 1/2008 kwartalnika Pro Fide, Rege et Lege



























