Oto problem: utrzymać rytm nieustannego rozrwoju, tak aby – jak to ktoś powiedział – po uchwyceniu fundamentalnego tonu „a” dalsze uczynić tylko następnymi tonami tej gamy, która zmierza do swojego kresu, do swojego ostatniego akordu. Bo każde schodzenie z tonu jest dysonansem.
Jest pozytyw wychowawczy. Chrześcijański. Tak się nawet dzisiaj złożyło, że formułują go nam teksty liturgiczne: „Prawy zamieszka w domu Twoim, Panie” (refren psalmu). Oto biblijne określenie prawości. Człowiek prawy to człowiek prostolinijny, który mówi „tak” i jest „tak”, mówi „nie” i jest „nie” (por. Mt 5,37)
Chyba wszyscy wiemy, że najważniejsza rzecz w naszym życiu, w ciągu tych krótkich pięćdziesięciu czyosiemdziesięciu lat, to wybór za Bogiem, albo przeciw Bogu, za albo przeciw Chrystusowi. Tamci mówili: Bóg, a my mówimy: Chrystus. Ale mówimy coś więcej. Sprawa wyboru i decyzji za Chrystusem albo przeciw Chrystusowi sięga bowiem głębszej warstwy niż wspominanie jego dokonań w przeszłej historii. Jest wiernością lub niewiernością czemuś więcej: temu, co buduje naszą teraźniejszość i naszą przyszłość. Oto mówiąc „Chrystus” mówimy: obecny teraz, obecny w Eucharystii, Bóg żywy!
Są w naszym życiu chwile ważne, ważniejsze i są najważniejsze, Różna jest ocena tego, co w życiu jest ważne, co jest ważniejsze, a co najważniejsze, Dla chrześcijanina najważniejsze jest spotkanie z Bogiem, Jezusem Chrystusem, który zstąpił z nieba, zamieszkał na naszej ziemi i mieszka po dziś dzień. Mieszka „w domu Chleba”, jak tłumaczymy nazwę miejsca urodzin Chrystusa: Bet-lehem to „dom chleba”. Aluzja wyraźna do Eucharystii.
Kto Jezusa nie spotka, ten ciągle jest głodny! Użyłem tutaj słowa „spotkać”, bo to jest słowo bardzo ludzkie. Ludzie się spotykają. Spotykamy się na ulicy, w sklepie, spotykamy się w domu, spotykamy się w kościele. Jak widać, są różne rodzaje i stopnie spotkania. Spotykają się ludzie w miłości. Wszyscy chcą być blisko kogoś bliskiego. I wszyscy uażają, że ze spotkań rodzi się pełnia człowieka. Tak może być z Chrystusem!
To jest kres i to jest pełnia. To zapowiada dziś czytane w kościołach proroctwo Daniela, a spełnienie obietnicy opisuje wizja Apokalipsy. Ale początek przemiany, przebóstwienia człowieka, jest już tutaj, już teraz. Zaczyna się od wewnątrz, i od wewnątrz prześwietlając nas – przemienia. Omnis gloria eius ab intus – wszelka chwała człowieka pochodzi z jego wnętrza. Bo od wewnątrz idzie moc, która przemienia nasze obyczaje, nasz styl życia, nasze wszystkie relacje i wszystko, co czynimy. Kto dokonuje tej przemiany? Ten, który zstąpił, umarł, zmartwychwstał i wstąpił do chwały, ale pozostawił nam siebie w Eucharystii. Za chwilę przyjmiemy go w Eucharystii. a Jego łaska, światło, dynamizm i moc dalej będą dokonywać tego procesu.
„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32). Dobrze wiemy, że ta Chrystusowa prawda jest w Nim, w Chrystusie Eucharystycznym. On dał nam siebie jako pokarm, który się scala z człowiekiem, jako Ciało, które człowiek obejmuje w miłości. Za chwilę powiemy: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo…”. Bo to słowo ma stwórczą moc. To Bóg. Boski Logos staje się Ciałem w Chrystusie i do nas przychodzi.
Jest w tym wspaniałym psalmie – przeplatanym refrenem „Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego” – opis pasterza. Nie możemy w tej chwili robić szczegółowej analizy jego duchowego profilu, ale zadanie pasterza sprowadza się do dwu rzeczy: pasterz uczy, otwiera oczy, („prowadzi nas po właściwych ścieżkach”) i daje pokarm, który zdoła nas w pełni nasycić („stół dla nas zastawia, a kielich nasz pełny po brzegi”).
Jak Biblia staje się w liturgii scaleniem litery i ducha i słychać w niej Ducha Chrystusa, który do nas przemawia, tak nasze życie, to pasterskie, zwyczajne, pozaświątynne, kiedy składamy je w ofierze na ołtarzu, staje się pełne Ducha Chrystusowego. Jak bowiem Duch tchnący w czasie sprawowania Eucharystii przekształca chleb w Ciało Boga, tak i nas przekształca w Ciało Jezusa Chrystusa: jesteśmy cząstką tego Organizmu, którego On jest Głową. „Ucząc się codziennie serca Boga ze słów Boga” ( św. Grzegorz Wielki), niepokojeni miłością Pana, odkrywamy powoli cel życia: stajemy się Wdizącymi, prorokami Pana, apostołami Jezusa Chrystusa.
Msza święta, w której w tej chwili uczestniczymy, ma podobną strukturę, jaką nam tu zarysował Ezechiel: „Wstąpił we mnie Duch i postawił mnie na nogi, i powiedział mi: ‚Idź’ i posłał mnie”. Coś nas tu ściągnęło do kościoła. Na wsi, w małych miastach po dziś dzień jeszcze na pół godziny przed Mszą głos dzwonu kojarzy się ludziom z głosem wołającego Boga. My mówimy, że to już mamy we krwi: obowiązek „wysłuchania”, uczestniczenia w niedzielnej Mszy świętej to głos Boga w głosie naszego sumienia. Ale po nas tu zawołał? Oto tutaj swoim słowem, którego w tej chwili słuchamy tchnie w nas wiarę, rozbudza naszą miłość ku sobie, pogłębia naszą nadzieję. Za chwilę nakarmi nas swoim Ciałem, teoria, która staje się wcieloną mocą. (Eucharystia jest Słowem, które staje się ciałem). A na końcu Mszy każe nam iść: „Idźcie, Ofiara spełniona”. Wasza kolej.